Quo vadis, Hanka?

Fot. Daria Zasuń

Fot. Daria Zasuń

Lubię patrzeć na Ciebie w takich chwilach.

Córko moja, prawie czteroletnia, kiedy ty się nauczyłaś chodzenia własnymi drogami? Tymi, które uparcie nie chcą być moimi?

Zakładania tego i tylko tego swetra, bo drugi „nie pasuje i już”, tych i tylko tych butów „bo lubię”, płaszcza do piaskownicy „bo chcę”, opowiadania o wyższości pomidorowej nad innymi zupami, dyskutowania o własnych oczekiwaniach, całowania znienacka, śmiania się do łez, mówienia, jak mocno kochasz, malowania paznokci i podkradania mi szminki. Kiedy nauczyłaś się mówić “nie mów tak do mnie”, “nie podnosimy głosu”,  “nie  będę cie lubić, jak będziesz mnie tak traktować” i „nie mam na to ochoty, dzisiaj€“ chcę robić coś innego”?

Wszystkie momenty, w których tupiesz nogą, wszystkie chwile, dłuższe i krótsze, Twojego „stawiania na swoim”, każdą jedną przyjmuję  z dumą (mimo, że czasami nerwy wysiadają). Bo jesteś właśnie taka, jaką chciałam, byś była. Jaką byłaś od zawsze w mojej głowie. Świadoma tego, czego chcesz. Zdecydowana. Mądra i zachwycająca. Potrafiąca rozmyślać nad światem. Dumna z siebie i z rodziców, dopingująca przyjaciół. Konsekwentna, wesoła i odważna. Czasami zbyt wrażliwa, ale silna. Uparta jak nikt inny. Nie tolerująca zamienników. Zawsze posiadająca jakiś plan “B”. Nie naiwna. Nie zakompleksiona. Jesteś taką, jaką chciałam być.

Przypatruję się czasami Tobie i zapominam o tym, że jestem Twoją matką, a Ty moją córką. Patrzę – jak na koleżankę. Jak na dziewczynę ze szkolnej ławki, na czyjąś przyjaciółkę, kumpelę, z którą można spacerować po parku. Dziewczynę, którą ktoś kiedyś wyciągał będzie na piwo. W której się ktoś zakocha. Nastolatkę z korytarza w liceum. Jak na przyszłą studentkę i pracownicę. Tylko Ty patrzysz (jeszcze) ciągle tak samo – jak na mamę. Nawet gdy śpiewasz Zostań dziś moją przyjaciółką, czeka nas nowych przygód wiele. Jeśli chcesz spełnić swe marzenia, zostań dziś moim przyjacielem – to wiem, że za kilka lat nie do mnie będziesz to śpiewać.

Kocham Cię, gdy mówisz “nie”. Gdy zaczynasz dyskusję pozornie bez sensu i celu. Kocham Cię za to, że chcesz wiedzieć “dlaczego” i “czemu”. Że nie ustajesz w poszukiwaniach. Że nie dopuszczasz do wiadomości braku odpowiedzi. Że mnie w ten sposób, poprzez tą dyskusje nieświadomie jeszcze pytasz o granice i je przekraczasz po to, by uświadomić mi, że właśnie nauczyłaś się czegoś nowego, a ja powinnam być z tego dumna.

Zanim jeszcze pojawiła się najmniejsza myśl o Twoim istnieniu, gdy jeszcze byłaś bliżej niedookreślonym elementem z przyszłości, ja już wtedy wiedziałam, że nikomu nie pozwolę Cię skrzywdzić. Nikomu nie pozwolę Tobą poniewierać i Cię poniżać. I że sama nigdy nie będę. Te deklaracje z przeszłości towarzyszą mi na każdym kroku, a dzisiejszy dzień (tak jak każdy inny) jest odpowiedni na to, by Cię o tym zapewniać.

Jesteś wyjątkowa. Chcę Ci kibicować w życiu. Trzymać za Ciebie kciuki nie (tylko) na szkolnych akademiach, ale wśród ludzi – gdy będziesz szukać tych o twojej emocjonalnej grupie krwi. Gdy będziesz poznawać różnych i wybierać z nich przyjaciół, kolegów i tych całkiem ci obojętnych. Chcę stać z boku i się przyglądać. Aż do momentu, w którym staniesz się Kobietą przez duże K -€“ taką, jaką Cię (nie sobie i nie żadnemu mężczyźnie – ale dla Ciebie, Tobie) wymarzyłam.

Jestem przekonana – szybko nabierzesz pewności, której tak wielu kobietom na świecie brakuje: że świat powinien Cię szanować właśnie dlatego, że jesteś taka, a nie inna, bo to wystarczający powód. Jestem przekonana, że i Ty będziesz szanować świat.

Spoglądam na Ciebie i mam pewność, że będziesz kiedyś dobrym rozmówcą, szczerym przyjacielem i kimś wywołującym uśmiech. I niezależnie od cech Twojego charakteru – będziesz wymagała od świata i mężczyzn szacunku. Już teraz wiem, że będziesz go otrzymywała, bo na niego zasłużysz. Brakiem aprobaty dla podłości, chamstwa, głupoty i wiecznego niezadowolenia z życia.

Spoglądam na Ciebie, kiedy mówisz to denerwujące mnie “nie”. Kiedy nie zgadzasz się ze mną. Zawsze myślisz, a dopiero potem mówisz. Sprawdzasz, na ile możesz sobie pozwolić. Wiem, że wiesz, ile jestem w stanie Ci dać, co dla Ciebie zrobić.  Masz świadomość, że są rzeczy, których Ci nie zapewnię – nie dlatego, że nie chcę. Dlatego, że nie umiem. Nie mogę. A czasami nie powinnam.

Spoglądam na Ciebie i wiem, że sobie poradzisz. Że ta dziewczynka, która dziś jest delikatna i wrażliwa powie kiedyś odejdź stąd, bo mi zasłaniasz światło (może w mniej cenzuralnych słowach) komuś, kto zachowa się wobec niej w sposób podły.  Nie w myślach, nie do siebie, nie w łzach przed lustrem, ale w najprawdziwszym komunikacie.€“ Głośno i dosadnie. A ja, zupełnie niewychowawczo – nie mogę doczekać się dnia, w którym pokażesz ludziom, że jeśli już chcą objawiać swoją głupotę – to najlepiej, aby to robili w innym towarzystwie niż Twoje. Nie mogę się doczekać tej chwili, kiedy już będę mieć stuprocentową pewność, że to Ty robisz coś z życiem, a nie życie z Tobą.

Kocham w Tobie to połączenie wrażliwości i bezczelności. Codziennie odczuwam tego skutki (choć lepiej by brzmiało „efekty”). I mimo, że one nie zawsze są piękne to i tak nie mogę uwierzyć we własne szczęście. W to, że dane mi jest mieć taką córkę, jak Ty. W to, że dzięki Tobie mogę być matką.

I że (nie chwaląc się) uśmiechasz się do mnie codziennie. Codziennie się przytulasz. A to oznacza prawdopodobnie, że nie najgorzej nam ta relacja wychodzi.

4 odpowiedzi do artykułu “Quo vadis, Hanka?

  1. mayonez

    Podziwiam Twój optymizm i radość życia. Ja niestety straciłem złudzenia, że znam swoje dzieci… Scio me nihil scire. Zaskakują mnie co dzień, przeważnie negatywnie, świat zewnętrzny przejechał się po nich jak walec, zabił indywidualność. Pozostawił tylko smutek i frustrację. Ale liczę, że wytrzymamy, przebrniemy i że będzie dobrze. W mojej opinii, będę wiedział kim są moje dzieci dopiero za 10-15 lat. Ciężko mi z tym….

    1. Be. Autor

      Optymizm? Raczej ciągły zachwyt. Nawet złymi rzeczami, jej negatywnym zachowaniem – tym jak sobie radzi z emocjami i z naszym “nie”. Jest mądra. Mimo wielu niemądrych zachowań. Mimo swoich 116 cm wzrostu – jest 100% zapowiedzią dorosłego człowieka. Już dziś. Tzn. dla mnie 🙂

  2. zapadazmrok

    Im bardziej dziecko odkleja się od rodzica tym bardziej boli serce ale masz świadomość że powinniśmy im na to pozwolić i dać im żyć. I ten bunt kochamy na swój sposób.

    IMO niebezpieczne jest zdanie “Jesteś taką, jaką chciałam być.” Widzę w tym pisanie życzeniowe i projektowanie, ale rozumiem też to idealistyczne podejście.

    Tak jak mayonez mało wiem. Dużo chciałbym i niektórych rzeczy jestem prawie pewien i mam wrażenie że mógłbym napisać w chwili uniesienia coś podobnego jak Ty Bea, bo przecież mam wewnętrzne przekonanie że moje dzieci wyrosną na wspaniałych ludzi… Ale chyba jednak nie mógłbym… 🙂 Pokażę co mogę, zostawię przestrzeń i będę wspierał. I zobaczymy.

    1. Be. Autor

      Ani pisanie życzeniowe, ani projektowanie. To trochę jak rzucanie zaklęć. Sama nie wiem do końca jaka będzie. Ale szczerze powiedziawszy – jaka miałaby być, skoro otrzymuje od nas i od dziadków tak wiele dobrych rzeczy? Jaka może być, skoro już dziś potrafi komunikować się z ludźmi tak, jak mało kto? Ma przestrzeń, ma pomoc, ma wsparcie, a przede wszystkim ma miłość. Nie może być inna 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *