Wypuść mnie stąd!

doors-1767563_1920

Chory świat. Rzeczywistość pełna obłąkania, destrukcji, zarazków, krwi. Samo zło. Nie wiesz komu możesz ufać, nie wiesz, czy ktokolwiek ufa tobie. Marzysz tylko o tym, by zostawić to wszystko i szybko wyjść. Otwierasz kolejne kłódki i kolejne drzwi, ale wciąż i nie możesz trafić na te, dzięki którym się uwolnisz. Masz dość? Wiem, że nie.

killer-820017_1920

Idziesz dalej. W kolejnym pokoju możesz trafić na mordercę. Domyślasz się, że to on właśnie zabił biedną dziewczynę z sąsiedztwa, ale policję możesz poinformować dopiero, gdy zdobędziesz dowody. W towarzystwie kumpla i żony wyruszasz na nocną wyprawę w ich poszukiwaniu. Do mieszkania, w którym w każdej chwili może się pojawić podejrzany. Kilkakrotnie żałujesz decyzji o tej wyprawie, obiecujesz sobie, że nigdy więcej i… ?

empty-863118_1920

Kilka dni później lądujesz w opuszczonym domu pośrodku lasu. Masz na sobie kaftan bezpieczeństwa, a twoi współtowarzysze przykuci kajdankami do ściany nie są w stanie ci pomóc. Słyszysz dochodzące zza ściany odgłosy, ale nic nie widzisz – worek narzucony na głowę skutecznie ci to uniemożliwia. Domyślasz się jedynie, że dziwny szmer na drewnianej podłodze to spacerujące po niej myszy. Żałujesz, że tu jesteś? Nie?

To właśnie znak, że całkowicie przepadłeś.

IN LOVE WITH ESCAPES

Swoje początki zawdzięczają branży gier komputerowych, których fabuła opiera się na podobnym schemacie: niewielka przestrzeń, w niej ty i ewentualni kompani. Macie niewiele czasu, by rozwiązać zagadkę i wydostać się z pomieszczenia. Wokół podpowiedzi i wskazówki, które musicie przeanalizować, zadania, które trzeba rozwiązać i problemy, z którymi trzeba się zmierzyć. Jedyną siłą, jakiej wolno wam użyć jest siła umysłu.

live-escape-game-1155620_1920

Ten moment, w którym rozwiązujesz ostatnią zagadkę i wraz z przyjaciółmi czy współpracownikami wydostajecie się z pokoju to doświadczenie, które cieszy całą grupę. I tych, którzy negatywnie podchodzili do zabawy na samym początku, i tych co byli ostrożni, ale z biegiem czasu złapali wiatr w żagle. Grupa wychodzi z escape roomu i już wie – że w grupie właśnie jest siła, a bez zaufania, sprawnej komunikacji, burzy mózgów, zaangażowania i wyjątkowych umiejętności poszczególnych jednostek nie udałoby się wykonać zadania.

newrworld

To, jak zachowują się poszczególne osoby w escape roomie mówi wiele o ich zachowaniach na co dzień (a więc także w pracy). Wyróżniają się zawsze liderzy, którzy są w stanie zaplanować pracę zespołu i prowadzić ekipę krok po kroku do wyjścia, outsiderzy, którzy w emocjach objawiają kompanom swoje wyjątkowe umiejętności i okazują się posiadaczami wielu ukrytych skilli, a także ci nieśmiali, którzy przy rozwiązywaniu zagadek trzymają się z boku i… nagle wstępuje w nich duch walki i zwycięstwa. Tacy najczęściej do ostatniej sekundy nie dają za wygraną.

escape

Zwyciężają te teamy, które potrafią połączyć siły, a z umiejętności każdego z osobna zrobić kolaż, dzięki któremu ostatnie drzwi się otwierają. Po godzinie wspólnego rozwiązywania zagadek każdy członek grupy już wie, jak ważny jest ścisły umysł jednego z pracowników, spostrzegawczość drugiego, szybkie reakcje trzeciego i umiejętność logicznego działania pod presją czasu kolejnego. Przyglądają się sobie z większym szacunkiem i podziwem (nawet jeśli wyjątkowo długo zajęło komuś obliczenie ile jest 17 x 19).

Escape room to taki sprawdzian na współdziałanie, który uświadamia, że razem można więcej. Budzi emocje, nie tylko pozytywne. Najgorzej jest kiedy na kilka minut przed zakończeniem czasu masz wrażenie, że jesteś w lesie, a zniechęcone od porażek twarze kompanów nie ułatwiają niczego. Emocje rosną, a presja czasu uruchamia niepotrzebne nerwy i zbędne komentarze. To jest moment, w którym poszczególni członkowie ekipy potrafią się pokłócić czy przestać pracować, albo co gorsza współpracować – zarzucając innym złe rozwiązania i próbując uporać się z zadaniami w pojedynkę. Podobno tak też się da, ale dla mnie bez teamu nie ma zabawy w takich miejscach.

Choćby dwuosobowego.

2escape

Do ostatniej sekundy!

We dwójkę, czy z większą ekipą – warto rozważyć taki escape room jako atrakcję na spotkaniu integracyjnym.

DLACZEGO ESCAPE ROOM TO DOBRY SPOSÓB NA INTEGRACJĘ FIRMOWĄ?

  • Po pierwsze: dlatego, że możliwy jest prawie wszędzie (nie tylko stacjonarnie, ale też w hotelach, w siedzibie firmy)
  • Po drugie: dlatego, że jest to integracja za stosunkowo nieduże pieniądze (choć wiadomo, że to rzecz względna i że górne granice wszystkich usług eventowych nie istnieją)
  • Po trzecie: dlatego, że może być dedykowana zarówno małym grupom (kilkuosobowym), ale też może stanowić atrakcje na dużo większym wydarzeniu (imprezie masowej, targach czy firmowym pikniku).
  • Po czwarte (najważniejsze) dlatego, że naprawdę integruje.

Integruje pod warunkiem, że jest dobrany poziomem trudności i doświadczenia w tego typu rozrywkach, że nikt nie przebywa tam na siłę i wbrew swej woli (znacie ten typ – eventowego malkontenta, któremu nic w scenariuszu się nie podoba?), i że każdy z uczestników jest nastawiony na współpracę, a nie 60-minutowy popis własnych wybitnych umiejętności. Pod warunkiem, że cały zespół ma świadomość, że w gruncie rzeczy chodzi o dobrą, wspólną zabawę.

1escape

 

ESCAPE DLA TŁUMÓW

Formuła escape room na imprezie masowej? Na ten pomysł jako jedni z pierwszych wpadli Japończycy (kto jak nie oni?) organizując Real Escape Game. Od tego czasu wielu próbowało pomysł naśladować, z lepszym i gorszym skutkiem. W Polsce również.

Jeśli zastanawiacie się, czy rozwiązywanie zagadek może porwać tłumy? To obejrzyjcie ten film:

Pomysł został szybko przechwycony przez eventowców z całego świata, a i polscy specjaliści długo nie pozostawali w tyle – organizując aż dwie masowe ucieczki w 2016 roku. Za pierwszym razem – podczas Mass Escape w hali Azoty Arena w Szczecinie, w której udział wzięło ponad 1000 osób (głównym sponsorem wydarzenia była Kompania Piwowarska). A za drugim razem na Stadionie Górnika Zabrze, podczas Zombie Escape Room (4000 uczestników). O sukcesie pierwszego wydarzenia mówić można sporo, ale z pewną dozą ostrożności. Specjaliści mówią o tym, jak trudne do zrealizowania było to przedsięwzięcie i jak dobrze, mimo wszystko, organizatorzy sobie z nim poradzili. Uczestnicy imprezy wskazywali na sporo błędów organizacyjnych, które na szczęście w ogólnym rozrachunku nie odebrały organizatorom chwały. Dużo gorzej w Zabrzu. O imprezie na Śląsku nie przeczytacie już na oficjalnych profilach, ponieważ zniknęły one z powierzchni internetu. Jak się głębiej poszuka to można zaznajomić się ze wskazówkami jak zrobić event masowy na 4000 osób, skasować każdego z uczestników niemałą kasę, a na miejscu zaproponować im nielogiczne zagadki, niedoprecyzowany regulamin, brak nagłośnienia, odpowiedniej obsługi, brak możliwości zjedzenia czegokolwiek z powodu kolejek, a nawet – brak zainteresowania głównych organizatorów. Co poszło nie tak? Z perspektywy organizatorów i twórców escape roomów – prawdopodobnie było ZBYT MASOWO i… odważnie. Jak się okazuje room escape jest bardzo łatwo „przekombinować” i bardzo łatwo wpaść w pułapkę pt. „Stworzyłem kilkanaście pokoi – taka masowa gra to dla mnie pestka”. O tym, że jest to teoria dość zgubna przekonało się wielu eventowców, którzy ogarniając bankiet na 1000 osób boleśnie odczuli na własnej skórze, że nijak się to ma do zorganizowanej po stokroć imprezy dla 50 uczestników. Oczywiście, że nie jest to nie do ogarnięcia. Nie jest jednak możliwe przełożenie zaangażowania, czasu pracy i …wszystkiego w skali 1:1.

ESCAPE ROOM XXL

Umiejętność wyciągania wniosków (nie tylko ze swoich, ale i cudzych błędów) to jedna z ważniejszych cech organizatora imprez. Tak twierdzę nie tylko ja, ale i Tomek Rupniewski – specjalista od escape roomów prowadzący ER Mystery Rooms (Warszawa, ul. Smolna), który zbiera świetne opinie wśród miłośników tej formy rozrywki. Tomek, który miał okazję być uczestnikiem mass escape w Szczecinie, zdecydował się na organizację kolejnego ciekawego przedsięwzięcia czerpiącego z tego rodzaju rozrywki – Upiornej Symfonii – imprezy typu mass escape realizowanej w byłym budynku weterynarii. Event miał swoją premierę 23 stycznia br. Pilotaż zaplanowano z bardzo racjonalnych powodów – aby uniknąć błędów i przetestować rozwiązania stworzone z myślą o mass escape na nieco mniejszej liczbie uczestników. Uczestnikami premiery było ok 100 osób, które po usłyszeniu fabularnego wstępu do gry, kontynuowało zabawę już w nieco mniejszych grupach (20-25 osobowych).  Kolejna edycja miała miejsce 14 lutego (romantycznie 😉 nie ma to jak poszukiwania wzoru na szczepionkę, we dwoje). Organizatorzy po prapremierze i pierwszej odsłonie eventu skompletowali uwagi i sugestie graczy, wyeliminowali słabe strony i są gotowi do walki o miano pierwszego (świetnie zorganizowanego) masowego room escape. Nie ma to nic wspólnego z masową imprezą, gdyż jednorazowo z rozrywki może skorzystać maksymalnie 100 osób aczkolwiek biorąc pod uwagę fakt, że typowe escape roomy dedykowane są dużo mniejszej liczbie uczestników ta impreza zapowiada się wyjątkowo dobrze i zasługuje na nazewnictwo inne niż „escape room” („escape XXL?). Przy wsparciu ekipy z City Games specjalizującej się jak sama nazwa wskazuje w grach miejskich, mam wrażenie, że rozwija się projekt na miarę rosnących potrzeb tych, którzy odwiedzili już większość topowych pokoi zagadek w kraju (w nie tylko), chcą więcej, i są w stanie przejechać trochę kilometrów oraz zapłacić nieco więcej nawet po to, by ktoś ich zaskoczył czymś nowym.

Pssst, Upiorna Symfonia to podobno dopiero początek  – Tomek nie ukrywa, że w planach Mystery Rooms i City Games jest realizacja masowej imprezy w klimacie mass escape w jakimś klimatycznym miejscu w stolicy. Zapewne nie tylko ja czekam na wieści w tym temacie 😉

LITERACKA CIEKAWOSTKA NA KONIEC

Escape roomy są inspiracją dla wielu branż. Z zainteresowaniem przyglądałam się na przykład temu, w jaki sposób formułę wykorzystano do… promocji książki. Agencja Exploring Events z Wrocławia zrealizowała ciekawy projekt, w którym finalnie 9 śmiałków (wyłonionych wcześniej w konkursie) miało niebywałą okazję ku temu, by pomóc ulubionemu autorowi nie tylko biorąc udział w wydarzeniu promującym jego książkę pt. „Mock” ale wyciągając go z tarapatów, w które wpadł we wrocławskiej Hali Stulecia.

Brawa za pomysł, brawa za realizację!

P.S. Zainteresowanym polecam LOCKME.PL stronę, na której znajdziecie wiele wskazówek dotyczących escape roomów, a także jej młodszą, choć dużo bardziej przerażającą siostrę SCAREME.PL która skrywa tajemnice tych najbardziej przerażających pokoi, do których można wejść na terenie Polski. I w imieniu twórców tej formy rozrywki zapraszam Was do tego, aby na własnej skórze przekonać się, czy aby tego rodzaju rozrywka nie zintegruje Was bardziej niż kolejne wspólnie skonsumowane procenty 😉

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *