Let’s play together. Złe gry w służbie rodzinnej integracji (cz.I)

Tak, oczywiście. Jestem przeciwniczką przyciągania dzieci do tabletów i komputerów. Wolę książki, gry planszowe i spacery z atrakcjami. Wspólne pieczenie babeczek, smażenie kotletów (w stylowej czystej kuchni), naukę języków i aktywność fizyczną. Ale dziecka nie da się w XXI wieku wychować z dala (i bez udziału) takich wynalazków jak komputer (u nas zamiennie z konsolą), smartfon czy tablet. Co więcej zdarza mi się, że oddycham z ulgą, kiedy nagle zapada w domu cisza, bo dziecko chwilowo skupiło się na grze samemu. Zwłaszcza, jeśli wcześniej przez 3 godziny grałyśmy bez przerwy w Spadające małpki. I niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem ten, który potępia, który „w życiu nie mógłby”. Bo ja (jak w konfesjonale wyznam Wam) czasami mam tak, że mogę. A nawet chcę.


Mimo, że jestem świeżo po świetnym spotkaniu branży eventowej w Warszawie (Forum Branży Eventowej) i to wydarzenie wraz z natłokiem spraw w pracy całkowicie dyktują mi obecnie tematykę wpisów (in progress) zmuszona zostałam dzisiaj do tego, by nieco przystopować i w tym szalonym miksie zdarzeń, wyjazdów i spotkań służbowych zrobić sobie przerwę na rodzinny event. Event wyłącznie dla dwojga. Znaczy dla dwóch. Bo dla dziewczyn. Tylko.

anna

Zimowy event w domowym zaciszu…

Kraina Lodu dla mnie jest na którymś tam miejscu (obecnie trzecim, choć ta lista zmienną jest) ulubionych bajek Disneya. Wciąż nie strąciła z piedestału Zaplątanych czy Toy story. Niemniej bez wątpienia nazwać ją można odkryciem. O fenomenie tej produkcji wielu się już rozpisywało. Były interpretacje bardzo głębokie tłumaczące sukces tym, że to pierwsza antybaśń, w której znane wątki, typowe postaci zastąpione zostały antyromansami i antybohaterkami. Były też zwyczajne, proste zachwyty – nad jej prawdziwością, brakiem infantylności (np. w mówieniu o miłości). Były historie o tym, że Anna i Elsa to pierwsze w historii Disneya naprawdę silne księżniczki (a co z Mulan, albo Meridą Waleczną?). Że Anna to pierwsza z księżniczek, której wielka miłość okazała się błędem (skądś takie historie znamy), pierwsza, która tak wcześnie dowiedziała się, że książę z bajki kłamie czasami tak samo podle, jak inny (żeby nie rzec „każdy” 😉 ) facet. I że bycie piękną i młodą wcale jeszcze nie gwarantuje szczęścia w miłości (odnoszę wrażenie, że to do niej śpiewał Happysad o tym, że miłość to nie pluszowy miś...).

No właśnie. Znowu chodzi o miłość.

Mnie historia Anny i Elsy przekonała miłością, tyle, że siostrzaną, po raz pierwszy tak kolorowo, mądrze przedstawioną przez Disneya, piosenkami, które zachwycają (choć nie tak bardzo jak moje dwie ulubione z Zaplątanych), mroźną scenerią z pięknymi krajobrazami, w których toczy się akcja, strojami (musiałam zwrócić na to uwagę) i Olafem mówiącym głosem Czesława Mozila. Przekonała do tego stopnia, że jestem skłonna pozwolić mojej córce nazwać swoją młodszą siostrę (o ile będzie ją mieć) zgodnie z życzeniem Elsą. Do tego stopnia, że ćwiczę robienie tego cholernego warkocza francuskiego na bal przebierańców w przedszkolu, którego termin zbliża się wielkimi krokami, a na którym moje dziecko (jak zapewne 3/4 dziewczynek z przedszkola) będzie Elsą właśnie.

-Dlaczego Elsą, Hanka?

-Bo ona, mamo, ma MOC!

Frozen_-_Poster

Hania nigdy nie ogląda tej bajki sama, a zawsze ze mną. Minimum dwa razy w tygodniu. Zawsze wyciągając z niej wnioski. No dobra sama jej je uparcie i nachalnie wbijam do głowy…

  • Że nie ma ludzi doskonałych.
  • Że zdarza się tak, że ktoś kogo bardzo kochamy okłamuje nas i jest przekonany, że robi to dla naszego dobra.
  • Że to częsta reakcja jeśli zrobi się coś złego, jeśli się czegoś wstydzimy, że chcemy uciec od ludzi i być w samotności.
  • Że ucieczka nie jest dobrym rozwiązaniem. Najczęściej jest rozwiązaniem wręcz… żadnym.
  • Jeśli kogoś kochamy to się o niego martwimy.
  • Że w miłości chodzi o to by być blisko, fizycznie też
  • Że jeśli ktoś kogo bardzo kochasz ucieka to trzeba próbować go zatrzymać.

– Ale ona ucieka, mamo!

-To trzeba biegnąć szybciej


Singstar z Krainą Lodu

Jako, że to blog o eventach to właśnie jedno z takich fajnych wydarzeń (rzekłabym: cyklicznych) w moim życiu chciałam Wam przedstawić.

Św. Mikołaj ma mnie i Hankę za bardzo grzeczne dziewczynki (chociaż on) i dostarczył nam w Wigilię bardzo trafiony prezent. O tym, że trafiony świadczyć może fakt, że od 24.12 nie było jeszcze dnia, w którym nie odpaliłybyśmy naszej własnej, prywatnej, najlepszej na świecie rozrywki na Play Station 4.

W zestawie Święty Mikołaj dostarczył nam dwa mikrofony (Mój jest ten niebieski mamo, jak Elsa!).

mikro

Do wyboru mamy dziesięć piosenek, z czego jedna w języku angielskim, a wszystkie w wersji z podziałem na role lub nie. My wybieramy z. W końcu tylko tak moja córka udowodnić mi może, że jest lepsza ode mnie, nie tylko w znajomości tekstów, ale i na płaszczyźnie wokalnej.

Teksty wyświetlane są jak w każdej zabawie karaoke, a pod koniec piosenki otrzymujemy ocenę. Hanna zawsze wyższą niż moja. Nie wiem jak to jest.

Trochę szkoda, że grać można tylko we dwie, a nie na większą ilość graczy, trochę dziwnie, że dźwiękowo to jest słabe, że Elsa i Anna nas tak zagłuszają, że nie możemy dać upustu naszym talentom, trochę szkoda też (a jakże) że te rankingi są tak… sobie a muzom jedynie, bo nic z nich nie wynika. Być może trochę szkoda, że największym plusem SingStara z Krainą Lodu są… piosenki z Krainy Lodu. Ale nam nie szkoda. Dla mnie i Hani to wystarczająco.

Zerknijcie na Allegro czy Ceneo i przyznajcie sami, że 179,00 zł. (+- 15 zł) za grę, adapter + mikrofony to całkiem znośny koszt udziału w imprezie, która trwa nieprzerwanie od ponad miesiąca. I potrwa zapewne jeszcze trochę. A zabawa jest przednia mimo, że talentu brak. Przynajmniej mnie.

Na zachętę (choć może się okazać, że ku przestrodze raczej) zostawiam Wam krótki zapis naszych umiejętności wokalnych w myśl złotej zasady, że śpiewać każdy może, a szczęśliwie nie każdy musi tego słuchać.

Wy na przykład wcale nie musicie.

4 odpowiedzi do artykułu “Let’s play together. Złe gry w służbie rodzinnej integracji (cz.I)

  1. Oczyma Duszy

    Wygląda na to, że świetnie się bawicie. Moje siostrzenice strasznie szaleją za Frozen. W zasadzie od premiery do teraz. Wszystko co związane z tym filmem je interesuje i muszą go w kółko oglądać. :) Moja żona też całkiem lubi ten film, więc zawsze gdy je odwiedzimy, to porywają ją jako niańkę. 😀

    Jeśli chodzi o filmy animowane, to dla mnie mistrzostwem są „Sekrety morza”. A z Disneya „W głowie się nie mieści”.

    PS: Możesz mnie kojarzyć ze streamów Nitka, gdzie piszę jako COREnick, gadaliśmy kiedyś o poezji śpiewanej itd. 😉 A poza grami zajmuję się fotografią amatorską i prowadzę bloga Oczyma Duszy.

    1. Be. Autor

      No pewnie, że kojarzę, ze streamów, gikzów i poezji śpiewanej. Będę zerkać na Twojego bloga;)
      A „W głowie się nie mieści” … to się jeszcze w głowie nie mieści mojej 4-latce, ale pewnie wrócimy do tej bajki już niebawem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *