Intel Extreme Masters 2016

Spieszę Wam donieść, że spędziłam cudowny czas w bajce.

Tyle, że nie swojej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W pierwszy weekend marca o Katowicach było bardzo głośno. Organizatorzy Intel Extreme Masters – imprezy, która zakończyła się w minioną niedzielę mówią o blisko 150 tysiącach ludzi w Spodku i Międzynarodowym Centrum Kongresowym i 2,5 mln widzów w Internecie. Brzmi jak istne szaleństwo, prawda? Tak właśnie było.

IMPONUJĄCE!

Od piątku, gdy tylko weszłam na teren imprezy pozostaję pod ogromnym wrażeniem rozmachu, z jakim zorganizowano to wydarzenie (kolejny raz). Zaplecza technicznego, scenografii, świateł, dźwięku, kabli elektrycznych liczonych nie tylko w metrach ale i tonach, serwerów, Oscarowej atmosfery przy wręczaniu pucharu, tłumów czekających pod Spodkiem, bardzo sprawnej pracy blisko 300 ochroniarzy. Dociera do mnie (to już trzeci IEM, który widziałam), że to, co dane mi było obejrzeć to była prawdziwa olimpiada dla graczy komputerowych. Świetnie obrazuje to film podsumowujący zeszłoroczne Intel Extreme Masters:

Oraz film z tego roku z otwarcia rozgrywek:

Mój zachwyt niestety nie szedł w parze ze świadomością i wiedzą na temat tego, co się na ekranie dzieje. Mimo, że zanim weszłam na salę zostałam odpowiednio dooinformowana przez męża, w co grają, a co więcej skrótowo sobie to rozpisałam na kartce, żeby nie zapomnieć. League od Legends – bitwa dwóch drużyn w klimacie fantasy, Starcraft II – armia musi przejąć kontrolę nad polem walki, a Counter Strike: Global Offensive – terroryści walczą z antyterrotystami.

Brzmi jak coś łatwego, nie? Wyglądało zupełnie inaczej.

league

Niesamowite wrażenie zrobiły na mnie zespoły graczy, ich skupienie, szybkość reakcji, umiejętności i … radość. Świetny był spiker, który relacjonował rozgrywki w taki sposób, że nawet ja, nie znając tematu nic, a nic (zobaczcie notatki) byłam rozemocjonowana. Wrażenie robiła tez widownia z całego świata. Ich okrzyki, dzięki którym wiedziało się, że to SPORT. Nawet jeśli taki „E”.

Mnóstwo młodych (przede wszystkim) ludzi, którzy zorientowani byli lepiej niż ja w tym, co dzieje się na ekranie – ich reakcje, radość zwycięstwa i smutek porażki sprawiał, że chciało się patrzeć i zachwycać. I przez moment nie oceniać ich hobby przez pryzmat własnych zainteresowań. Nie rozumiałam, ale przyglądałam się, uśmiechałam i rozmyślałam…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

KAŻDA EPOKA MA SWE WŁASNE CELE

Oto mam przed sobą widownię i uczestników eventów XXI wieku. Chcą by było głośno, dużo, mocno. Interaktywnie, mobilnie, social-mediowo (jest taki przymiotnik?). Chcą być jednocześnie w wielu miejscach, korzystać z technologii, internetu, komunikować się na wielu platformach, być tu i tam, sobą i nim, razem i osobno, za pomocą jednego kliknięcia – ta impreza dała im taką możliwość. Nie przeszkadza im ciasnota, duchota, hałas ani przepychanie się między tłumem uskuteczniającym jakiś owczy pęd. Biegną przed siebie z chipsami i colą (bez piwa, bo niepełnoletni), zatrzymując się wtedy gdy stwierdzą, że powód jest ważny – by zerknąć na modowe arcydzieła cosplayowców, zrobić sobie fotkę z jakimś jutuberem, wygrać myszkę do komputera, bluzę z autografem jakiegoś celebryty. Stoją w długich kolejkach i czekają, czasami godzinami. Na uścisk dłoni Roja czy innego JaRocka, czy zdjęcie z Ciri z Wiedźmina. Stoisz pośrodku tego wydarzenia i widzisz (wiesz!), że jest udane.

Jedna z pierwszych definicji eventu stworzona we wczesnych latach 90-tych XX wieku nazywa event „specjalnym, „wyjątkowym” wydarzeniem, które wykracza poza codzienne doświadczenia, a przez to pozwala odróżnić czas trwania tego wydarzenia od innych rutynowych czynności, takich jak np. praca (a w przypadku IEM – szkoła). Jest tworzony z myślą o uczestnikach w celu zaspokojenia ich potrzeb. Z całą pewnością IEM sobie z potrzebami młodzieży poradził. Cieszyli się, bawili świetnie, a przecież o radość chodzi we wszelakich eventach i imprezach rozrywkowych, czyż nie? Gorzej ze mną.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Czy IEM to impreza dla gimbazy?

Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę! (S.I. Witkiewicz). Nie chcę dostać w mordę więc skupiam się przede wszystkim na fenomenie tej imprezy i tym, co mnie pod względem organizacyjnym zachwyca. No ale… nie da się ukryć. Byłam na imprezie gimbazy. Spędziłam weekend w towarzystwie gimbazy i w efekcie zastanawiam się od kilku dni nad tym, czy będę miała wpływ na to, jakich moja córka będzie miała idoli. Czy mogę jej odciąć internet, jeśli okaże się, że będą tacy, jak ci, których widziałam. No i czy w sumie dorastanie Hanki da się jeszcze w jakiś cudowny sposób odwołać.

Odczep się, stara babo.

Żyjemy w wolnym kraju. Każdy (jutuber/streamer też) ma prawo robić co chce i tworzyć co chce (nawet jeśli inni poddają w wątpliwość wartość takich działań). Co ważne – każdy ma prawo być z tego, co tworzy zadowolonym, albo dumnym. Nawet jeśli komu innemu wydaje się, że nie ma ku temu podstaw. Ci, którzy temu przyklaskują również mają prawo – do podziwiania tych zachowań, które w ich oczach są warte podziwiania. Nie nam pewne zachowania i aktywności oceniać i je ukierunkowywać. No chyba, że jesteśmy rodzicami.

Jeśli Twój syn/córka byli na IEM2016 po to, by zobaczyć swojego ulubionego jutubera, to wiedz, że istnieją szanse, że idol Twojego dziecka nie jest wart złamanego grosza, które dziecko (sięgając do Twojej kieszeni) na spotkanie z nim wydało. Jest szansa, że ufundowałeś mu spotkanie, które utwierdziło go w przekonaniu, że fajne jest kompulsywne przeklinanie, upijanie się do nieprzytomności w warunkach raczej słabych i drwina z tej szarej masy, w której twój syn/córka jest pionkiem (lajkiem, albo subem). Twoje dziecko Twoimi pieniędzmi zapłaciło za pompowanie ego jakiegoś jutubera, które rosło na moich oczach do niebotycznych rozmiarów za każdym razem, gdy kolejna 14-latka rzucała mu się z piskiem na szyję niczym rasowa groupies. Zaiste nie moje bajka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Więc po to tam poszłam?

W miniony weekend wykazałam się niebywałą odwagą: nie czując przywiązania do nicka (nawet nie mając świadomości, ze go posiadam), nie deklarując przynależności do żadnego streamera (z mężem po prostu przyszłam), bez swobody i bez wyraźnego podniecenia, które towarzyszyło większości gości IEM2016 wybrałam się na tę imprezę mimo wszystko. Jako osoba towarzysząca gracza nie miałam potrzeby i powodów, by szukać tam tego, co te tłumy młodych ludzi (to temat na elaborat). Szukałam więc pewności, że ci, z którymi Nitek spędza czas są pełnymi pasji ludźmi, którzy mają świadomość, albo są w stanie ją nabyć, że pasja pasją (tak jak moja pracą jest pracą), ale życie toczy się także (i przede wszystkim) gdzie indziej. Nie wśród subów, lajków, steamów i streamów, ale wśród prawdziwych ludzi i prawdziwych emocji. No i… udało się. Byłam zdeterminowana.

Będąc pod ogromnym wrażeniem imprezy, i będąc ogromnie zażenowana podejściem wielu osób z „jutubów” i „streamów”. cieszę się, że udało się poznać kilka fajnych osób. Było więc wiele rozmów o branży, na której się nie znam, niektóre z nich do 5 nad ranem, okupione bólem brzucha – ze śmiechu, podczas których przekonałam się kolejny raz, że nie ma znaczenia, że nie należy się do „tej” społeczności. Bo jeśli umie się (i chce) rozmawiać, nie krytykuje i nie ocenia, to nawet ogromne różnice są w stanie zbliżać.

W miniony weekend spotykałam się z ludźmi z nie swojej bajki, ale nikogo nie wyciągałam z niej na siłę z przekonaniem, że moja jest lepsza. Co więcej – w kilku(nastu?) przypadkach mogłam liczyć na „vice versa”.

Zdjęcie tytułowe pochodzi z oficjalnego profilu Intel Extreme Masters. 

Pozostałe zdjęcia, poza moimi prywatnymi i ambitnymi notatkami – od fajnych ludzi z portalu MyGracze.pl, na który serdecznie zapraszam.

 

2 odpowiedzi do artykułu “Intel Extreme Masters 2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *