Dziewczyńskie weekendy

Nie wiem, w którym momencie się to stało. Moja córka zapragnęła czasu spędzanego w żeńskim gronie. Tylko dziewczyny! Komunikuje i wylicza kto do tego zacnego grona należy, a kto nie. Nie oszczędzając nawet psa. Na korzyść suki.

Mówi, że się przyjaźnimy. Napawam się tymi chwilami. Każdą jedną, w której Młoda śpiewa do mnie poniższą piosenkę. Albo w której śpiewamy ją w samochodzie we dwie. Cieszę się przeczuwając, że nie będzie to trwało wiecznie. Ani nawet długo.

Za parę lat ktoś zajmie moje miejsce u boku mojej najlepszej przyjaciółki, a ja będę się musiała z tym pogodzić. Póki jednak to trwa i jestem jej wymarzonym towarzystwem na weekend, a nie smutną alternatywą, korzystam, jak mogę. Wygrzewając się w jej uściskach, buziakach, deklaracjach wiecznej miłości i tego, że pójdziemy razem, jak Chudy i Buzz – na koniec świata i jeszcze dalej.

fot. Daria Zasuń

fot. Daria Zasuń

Przyjaźń ta stawia mi bardzo wysoko poprzeczkę. Wiem, że moja przyjaciółka lubi niespodzianki, zwłaszcza takie, przy których trzeba długo zasłaniać oczy, sto razy odpowiadać na pytanie czy daleko jeszcze, zerkać czy nie podgląda, a na koniec oznajmić głośno „JUUUUUŻ!”.

Wiem, że lubi spotkania z dziećmi. Bieganie na świeżym powietrzu. Chodzenie spać o późnych porach. Wodę, las, piłkę. Koc i zabawę w berka. Wspólne robienie jajecznicy rano, albo kanapek wieczorem.

Wiem, że lubi jak jestem w zasięgu wzroku. Jak może w każdej chwili podejść i poprosić, bym pohuśtała. Albo przyjść zakomunikować, że oto właśnie kuzynka ją uderzyła. Ale jednak nie tak to było. Ja zaczęłam, a ona mi oddała mamo. Ale mocniej!.

Wieczorne rozmowy o chłopakach (a potem mężczyznach) zastępuje jej na tę chwile opowiadanie bajek o duchach. Tylko tych dobrych, które wkradają się do pokoi małych dziewczynek, by łaskotać w stopy. Zazdrość mnie zżera, gdy pomyślę, że o swoich przygodach będzie kiedyś w pościeli opowiadać komu innemu.

Trzymanie się za ręce, rozmowy na tarasie i odkrywanie ukrytych za koronami drzew gwiazd.Nie umiem sobie przypomnieć, ale … jak miałam -naście lat to chyba właśnie tak właśnie wyglądała przyjaźń? Nie polegała na zakupach w Fashion House, wyznaniach na Facebooku i rozmowach wyłącznie za pomocą Messengera.

Wiedząc, że ta nasza ma termin przydatności tak gdzieś do jej okresu dojrzewania (kto wie, kiedy on nastąpi?) próbuję planować nasze „dziewczyńskie” weekendy jak najczęściej. A ona czasami mi się odwdzięcza dziwnym lekceważeniem. Kobiety.

Tak właśnie było tydzień temu – gdy zaprosiłyśmy do naszej paczki moją mamę. I popędziłyśmy po przygody. Trasa w kierunku Góry św. Anny – do Zdzieszowic, w których moja ciocia (i matka chrzestna) ma przepiękny kawałek terenu – działkę wśród drzew, a na niej mały, drewniany domek. W sumie okazuje się, że nie taki znów mały, gdy odkryje się poukrywane w nim skarby.

Największym skarbem, w posiadaniu którego była tego dnia ciocia, była Nina.

-Chcę zobaczyć kuzynkę Ninkę, mamo

-Może innym razem pojedziemy?

-Ale ja dziś potrzebuję…

Wylądowałyśmy więc na działce, która tego dnia była rajem. Dla Hani, jak dla Dantego, wszędzie był raj, gdzie była ona. A ja posłusznie godziłam się z rolą „tej drugiej”.

IMG_20150704_185334

Dziewczyny szalały w najlepsze godzinami, a ja dzięki temu mogłam się oddać rozmowom z mamą i ciocią (bardziej o wszystkim niż o niczym), w których leitmotivem była myśl, iż kobiety borykają się czasami z problemami, z którymi borykać się nie powinny (jak rozpalić tego przeklętego grilla?!).

Tak. To był dzień (a może raczej wieczór) rozmów.  Odkryć i zdziwień. Także z tego względu, że tego dnia pierwszy raz w życiu usłyszałam od swojego dziecka słowa, które (wiem to, bo historia musi zatoczyć koło) będę słyszeć regularnie, póki mi się na zawsze powieki nie zamkną:

Mamo! Przecież już to dzisiaj mówiłaś. Czemu opowiadasz te same historie kilka razy?

Pewnie z tego samego powodu, dla którego moja mama co roku 15 lipca w moje urodziny, w taki sam sposób, i nawet w tym samym momencie łapiąc oddech, relacjonuje mi swój poród.

 

Odpowiedź do artykułu “Dziewczyńskie weekendy

  1. zapadazmrok

    „kobiety borykają się czasami z problemami, z którymi borykać się nie powinny (jak rozpalić tego przeklętego grilla?!)”
    Czyli kobiety do kuchni, faceci do grilla? Ech… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *