Dinozaurów obietnice bez pokrycia

Dinozaury na żywo2

Dawno minęły czasy, w których jedynym miejscem z dinozaurami w Polsce był park w Chorzowie – z żelbetonowym dinozaurem, na którym do zdjęć pozowało niemal 90% dzieciaków z roczników 80 i 90. W tym także ja. Dziś możemy w Polsce odwiedzić kilka fajnych parków (polecamy Inwałd, Zator czy Krasiejów), a wiele ciekawych wystaw zobaczyć nie tylko w muzeach, ale i w galeriach, także handlowych (sic!). Dzieciaki z pokolenia mojej Hanki widziały więc już całkiem sporo, a świadomość tego mają zarówno rodzice jak i organizatorzy imprez. Tak mi się przynajmniej wydawało w momencie, w którym po raz pierwszy natknęłam się na reklamę wystawy Dinozaury na żywo. Impreza, która 7 kwietnia zawitała do Chorzowa w social mediach i poprzez kampanie outdoorowe przedstawia się jako event łączący wiedzę z zabawą w sposób dotąd niespotykany. Jest to stwierdzenie w takim samym stopniu odważne, co nieprawdziwe.

Jako jedni z pierwszych wybraliśmy się do Katowic, dzień po otwarciu wystawy w Śląskim Centrum Targowym. Dla niewtajemniczonych – miejsce to wcześniej funkcjonowało pod nazwą Międzynarodowe Targi Katowickie i to tam, w roku 2006 wydarzyła się największa katastrofa budowlana w Polsce, w której zginęło 65 osób (podczas wystawy gołębi na uczestników wydarzenia zawalił się dach). Miasto wciąż wypłaca odszkodowania poszkodowanym i rodzinom ofiar (bo 5 mln wypłaconych przez Allianz nie wystarczyło, by pokryć roszczenia), a tymczasem byłe MTK próbują się od jakiegoś czasu ogarnąć i poukładać robiąc to, do czego są powołani – a więc wynajmując hale organizatorom imprez, takim jak ta, która przy wsparciu Polsatu Jim Jam i Stroera (będącymi partnerami wystawy) zorganizowała Dinozaury na Żywo.

hala1

Zwykle podczas takich imprez, na których pojawiam się jako widz i uczestnik mój mąż na każdym kroku przypomina mi, że nie jestem w pracy. Wyluzuj, nie ty to organizujesz – mówił do mnie nieustannie podczas „zwiedzania”, a ja tym razem oddychałam z ulgą odpowiadając mu:

No i całe szczęście!

Nie da się ukryć, że MTK to mało urodziwe miejsce. Z zewnątrz nijakie, od wewnątrz typowe. Odkąd w Katowicach pojawiło się Międzynarodowe Centrum Kongresowe. które (obiektywnie trzeba przyznać) jest najlepszym tego rodzaju obiektem na Śląsku (w południowej Polsce, ba… chyba w ogóle w Polsce) ciężko zachwycić się jakimkolwiek innym obiektem. Niestety nie wszyscy są w stanie takie horrendalne kwoty (jak ta za wynajem MCK) ponosić, a to sprawia (a raczej sprawi w niedalekiej przyszłości), że MCK zagarniać będzie te prestiżowe i te największe imprezy, a mniejsze (również metrażowo) wydarzenia szukać będą przestrzeni bardziej dla siebie odpowiedniej.  Za samą lokalizację nie dałabym minusa, bo po pierwsze znajdą się organizatorzy, którym bezzasadne wyda się wynajmowanie przestrzeni MCK w proponowanych przez operatora kwotach, po drugie: znajdą się imprezy, które bez problemów da się zorganizować gdzie indziej, a po trzecie – ciężko nie dostrzec plusów Śląskiego Centrum Targowego (świetny dojazd z całej aglomeracji, bezpłatny parking, a niedaleko Park Śląski, idealny na wycieczkę po wycieczce). Lokalizację więc można uznać za trafioną i dopasowaną do potrzeb organizacji wydarzenia. Co więc nie zagrało?

CIEMNO WSZĘDZIE, GŁUCHO WSZĘDZIE – hala w środku wysłonięta była kotarami, ale byle jak. Kable nie przysłonięte wcale. Próżno szukać atmosfery o jaką (zakładam) organizatorom chodziło. Jakość dźwięku jak z kaset magnetofonowych, zacinające się ekrany interaktywne z opisami dinozaurów, a do tego panujący na hali chłód – nie do wytrzymania w zimny deszczowy dzień. Nie dostrzegłam żadnej nagrzewnicy w pomieszczeniu. Zbędny wydatek? Na imprezie kierowanej głównie do dzieci? Pozostawię to bez komentarza.

DINOZAURY – 40 modeli, niektóre naprawdę ogromne, nazywane w mediach robotami-dinozurami. Co widzicie oczami wyobraźni? Na pewno nie to, co ja zobaczyłam na miejscu. W życiu nie opisałabym jej słowami zaczerpniętymi z jej kampanii reklamowej. Efekty specjalne (dźwięk i ruch) nie są spektakularne (no przecież wiadomo, że dinozaury nie będą żywe), ale też nie są na tyle ciekawe, by przyciągnąć wzrok dziecka na dłużej. Sceneria pradawnych lasów, o której organizatorzy piszą na stronie www to brak dziennego światła, różnokolorowe oświetlenie i poupychane po kątach palmy i paprotki. Sztuczne tak, że aż smutno. Do tego zimno i szaro. I wieje. Mimo wszystko, wolimy chyba z Hanką scenografię z prawdziwych drzew. I wiatr potrząsający gałęziami od tego hulającego po hali wystawienniczej.

inwałd

KINO – film w kinie, które jest częścią całego eventu kierowany jest raczej do dzieciaków w wieku szkolnym. 30-minutowy dokument geologiczny opisujący w skrócie życie dinozaurów do końca będą w stanie obejrzeć tylko dzieci zakochane w temacie na zabój. Ja oglądałam z zaciekawieniem przez kilka minut – jakie były ciężkie, jakie wysokie, jak latały, jak zdobywały pożywienie, jak się zachowywały, gdzie mieszkały i dlaczego zniknęły z powierzchni ziemi. Hanka w tym czasie zajmowała się robieniem min i śpiewaniem piosenek. Zjadła też kabanosa. Pewnie dlatego, że produkcja pamiętająca jeszcze NRD i mur berliński niespecjalnie przypadła do gustu przedstawicielce pokolenia Z.

DINO-SKLEP – moja ulubiona „strefa” na takich imprezach. Czyli miejsce, w którym kupisz gumowego pięciocentymetrowego dinozaura za 15 zł, maskotkę T-Rexa za 50 zł. tylko po to, by kilka dni później, przy zakupach spożywczych w markecie zobaczyć na półkach sklepowych podobne produkty za połowę ceny. Tutaj ten sklep (na szczęście dla mnie) nawet nie przyciągał, bo nie miał czym. Smutna obsługa, żadnego sprzedawcy, który zachęcałby do wydania kasy, nic nie przyciągnęło też uwagi mojego dziecka 4,5-letniego, które w sklepie częściej chce kupić WSZYSTKO, niż NIC. Kiedy przechodziłam obok, tak prawie niezauważona przez nikogo przypomniałam sobie sytuację ze sklepu z gadżetami w gdyńskim Akwarium, w którym to pewien mistrz sprzedaży bezpośredniej wręczył mojej (wówczas 2-letniej) córce piłkę. Piłką (kauczukową, o średnicy max. 4 cm) córka od razu zaczęła się bawić, a bawiąc się wykrzykiwała „Pan mi dał prezent! Cudowna piłka!”. Prezent mógł kosztować mnie 15 zł.  (na allegro 2,99 zł.), kosztował natomiast sprzedawcę rozmowę z przełożonym o tym, jakim prawem wręczył 2-letniemu dziecku produkt bez mojej zgody i na co liczy. Nie, nie respektuję żadnej z niepisanych zasad dziecięcego marketingu, a zachowanie pana było dla mnie zwyczajnym tanim chwytem. Do tego głupim. Nie marketingowym.

ZDJĘCIE Z DINOZAUREM – jako jedna z ciekawszych atrakcji imprezy dla 4-latki. Powinno być proste jak budowa cepa – dziecko siada na dinusiu a rodzic ma fotkę, która idzie w świat mediów społecznościowych. Rodzic się cieszy, dziecko się cieszy, organizator się cieszy. Typowe win-win-win. No chyba, że organizator chce za zdjęcie 15 zł (dopłata za odbitkę „tylko” 10 zł.). Od rodzica, który zapłacił już 85 zł za wejście do wystawę, z której po 10 minutach chciał wyjść. Wtedy okazuje się, że w sumie bez fotki ( jak i bez tej wystawy) można się zwyczajnie obejść.

MAŁPI GAJ – dla tych, co nie posiadają dzieciaków krótkie wyjaśnienie. Małpi gaj to potoczna nazwa miejsca zabaw dla dzieci, ze zjeżdżalniami, basenem z piłek, miejscem, na które się dziecko wdrapuje, by potem zejść… i tak w kółko. Małpi gaj to kolejna atrakcja wystawy, która okazała się niewypałem. Siatki ogradzające były tak porozciągane, że dawno straciły już swoją funkcję „ochronną”, z popękanych materacy wypadała gąbka, a ilość piłek wyglądała nie niewystarczającą. To zawsze smutny widok. Zwłaszcza jeśli dziecko chce się bawić mimo wszystko i nie rozumie o co ja się czepiam. O nic. Po prostu widząc to po raz pierwszy uwierzyłam w informację podaną w reklamie wystawy – że wystawa gościła nie tylko w Polsce, ale i w Austrii, Niemczech, Malezji i Chinach. Wierzę, że naprawdę tam byli. Wszędzie. I to może nawet niejeden raz.

mapligaj2 malpigaj

WYŚCIG Z DINOZAUREM – dla dzieciaków miejsce do biegania (wybieg?), wzdłuż niego ekran, a na ekranie pędzący obok dziecka krwiożerczy dinozaur. Pobiegniesz szybciej niż on? WYGRAŁEŚ! Co? Nic. Splendor i sławę. Ale to naprawdę nie ma znaczenia, bo oto znalazłam pierwszą fajnie pomyślaną i zrealizowaną atrakcję na tej wystawie.

I to by było na tyle.

KĄCIK JIM JAM, czyli do dyspozycji namiot JIM JAM, pod nim TV, w TV znany z Jim Jam Harry i wiaderko pełne dinozaurów. Są kolorowanki, kredki (w większości połamane), pisaki (część niepiszących), nożyczki leżące luzem (po co? na co?). Animatorami w kąciku zostają sami rodzice, bo opieki próżno szukać. Żaden to dla mnie problem, no… ale co w tym kąciku robić? Akurat oglądanie bajek znanych z TV znacznie wygodniej jest uprawiać w domu, leżąc w łóżku z dzieckiem, pod kocem. Znacznie wygodniej i bez wątpienia taniej. To chociaż porysujmy. Jak co dzień. Jak wszędzie.

 jimjam

Nie wchodząc już bardziej w szczegóły – dziwi mnie fakt, że JIM JAM w ramach promocji swojego kanału, i bajki, którą dzieci znają i lubią, nie zdecydował się na zakontraktowanie animatora. Chociaż jednego. Ogarniającego bałagan, w kontekście którego marka była prezentowana.

KŁAMSTWO – to coś, co organizatorowi zawsze wyjdzie bokiem i co przyjdzie mu wcześniej czy później odpokutować. Specjaliści PR radzą zwykle, że lepiej przyznać się do błędu (jeśli jest oczywisty) i spróbować zadośćuczynić zamiast plątać się w wyjaśnieniach. Ale wszyscy wiemy, jak trudno to zrobić. W ramach biletu całodniowego (czytamy w ofercie) gwarantowano obsługę przewodnika. Próżno było jednakże takiego na wystawie szukać. Pytając obsługę o przewodnika otrzymywało się całe mnóstwo dziwnych odpowiedzi. Nie wiem. Proszę poszukać. Proszę się udać do kasy. Najbardziej jednak wymowny był uśmiech jednego pana z obsługi i … brak komentarza. Uśmiech, który wystarczył za wszystkie słowa – wcale nie zachorował, nie „nie dojechał do pracy”, nie uległ wypadkowi (na szczęście). Po prostu go nie było i już. Uśmiech :)

SOCIAL MEDIADinozaury na żywo ŚLĄSK”  to fanpage wcale nie taki „social” skoro standardem jest usuwanie wszystkich komentarzy, które przedsięwzięcie krytykują, nawet konstruktywnie. Twórcom nie brakuje przy tym kreatywności w pisaniu i tworzeniu nowych postów, a także w odpowiedzi na pytania. Zapytani o to dlaczego usunęli moją opinię,  argumentują ten ruch „poufnością informacji”. Nie drążę, bo domyślam się, że ze względu na poufność zapewne nie mogą zdradzić o jaką poufność chodzi.


Ciężko napisać mi cokolwiek pozytywnego na temat wystawy, mimo, że raczej nie mam problemu z dostrzeganiem tej połowy szklanki, która jest wypełniona wodą. Tymczasem z plusów mogę jedynie wymienić to, co jasne dla każdego: wystawa serwuje jakąś dawkę wiedzy, i to w inny sposób niż podręcznikowy. Wchodząc już na wyżyny kreatywności w szukaniu pozytywów, mogę jeszcze dodać, że niewątpliwie plusem jest także to, że nie można tam narzekać na tłumy. Śląsk chyba szybko zorientował się, że za 85 zł. (bilet 1 dziecko + 2 dorosłych) można spędzić czas przyjemniej. Jeśli mimo wszystko wystawę zdecydujecie się zobaczyć – zerknijcie na oferty na Grouponie. Wyjątkowo często bilety na to wydarzenie są tam dostępne w niższej cenie.

Organizatorzy zawsze powinni być przygotowani na problemy. Na to, że trzeba będzie przyjąć słowa krytyki i naprawiać błędy popełnione podczas realizacji – jeśli szczęśliwie będzie taka możliwość. W przypadku wystawy goszczącej w danym miejscu przez blisko dwa miesiące plan naprawczy brzmi już nawet jak konieczność a nie tylko opcja. W końcu wystawa powinna tętnić życiem do ostatniego dnia, nie tylko ze względów ekonomicznych, ale i wizerunkowych. Trzymamy kciuki za to, by organizatorzy Dinozaurów na żywo wprowadzili kilka zmian, które wpłyną na oceny odwiedzających wystawę. Mimo, że dla wielu (w tym dla nas)  będzie to przysłowiowa musztarda po obiedzie.

Tego dnia, w którym odwiedziliśmy Dinozaury… zdegustowani wracaliśmy do domu przez sklep sportowy, by na pocieszenie dokonać zakupu, do którego przymierzamy się od jakiegoś roku. Tym samym rodzinne weekendy, które spędzamy na poszukiwaniu atrakcji w najbliższym czasie zamienią się w najzwyklejsze pikniki na świeżym powietrzu i wspólne stawianie pierwszych kroków (ślizgów?) na rolkach.

rolki

Krótko potem, siedząc w samochodzie z Hanką, każda z nas ze swoją parą rolek na kolanach zmęczone próbowałyśmy podsumować miniony dzień „atrakcji” i jak zwykle cały dzień uratowała Hania. Jednym stwierdzeniem, które posłuży za puentę tego tekstu.

-Wiesz mamo, chciałabym wrócić jeszcze na tą wystawę dinozaurów…

-Naprawdę? Co ci się tak podobało? (pytam bardzo wyznaniem zdziwiona)

-Nic, ale zapomniałaś mi kupić popcorn.

P.S. Film oraz zdjęcie tytułowe pochodzi ze strony www Organizatora imprezy oraz z ich fanpge’a na facebook.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *