Co ja robię tu?

Jest godzina 9.00 więc w komentarzach na fan page’ach fit-trenerów niebawem pojawi się tysiące zdjęć zdrowych posiłków. Koło południa kilkaset osób poinformuje świat ile litrów wody wypiło, Chodakowska napisze kolejną wzruszającą historię o pokonywaniu własnych słabości, a potem wrzuci zdjęcie koktajlu lub owsianki. XXI wiek – to czas, w którym nic nie dziwi, a tak wiele zastanawia. Nawet to, że najbardziej popularnym słowem roku 2015 może zostać jarmuż, fit cross albo jagody Goji.

Ilość celebrytek ćwiczących na youtube.com, instagramowych bohaterek robiących selfie na siłowni i fanek powyższych, które deklarują iście sportowy hart ducha oraz serce sportowca rośnie w zastraszającym tempie. Work hard, get sweaty krzyczą umięśnione nogi i brzuchy ze zdjęć. Jedna koleżanka na facebooku nie skończyła jeszcze szóstki Weidera, gdy pięć kolejnych poinformowało świat o rozpoczęciu Killera i ABS-a z Chodakowską. Do 20.00 przez Facebooka przepłynie jeszcze fala fanek Mel B. i całe stado fit-mamusiek biegających z wózkami, za wózkami, bez wózków. Tak szybko, że nawet nie wiem kogo mogłabym zapytać… czy to się dzieje naprawdę. Czy podoba mi się ta fit-moda? Trochę tak. Ale bardziej nie.

Dlaczego tak – to wiadomo. Dlaczego nie? Bo to ubrana w pseudofilozofię fit-perfekcja, mówiąca każdej kobiecie, że jest unikalna jak płatek śniegu, no ale brzuch (pokaż zdjęcie – jaki masz?) mogłaby mieć płaski. Fit-perfekcja, w której „fit” oznacza dopasowanie do określonego stylu życia i rozmiaru ubrań, a „perfekcja” otoczona jest zdjęciami robionymi przed lustrem i cytatami z poziomu refleksji Paulo Coelho.

głupoty

pobrane

Fit-coaching

Najczęstszym pytaniem, jaka pada z ust trenerów i miłośników fitnessu brzmi obecnie „Co chcesz osiągnąć?”. lub w wersji mniej „coach” – „Na czym Ci zależy?”. Jak dobrze, że w porę oprzytomniałam, i zanim zaczęłam opowiadać o tym, że w życiu chciałabym głównie kochać i kolekcjonować najpiękniejsze emocje, wydusiłam z siebie „No… może schudnąć trochę…”.

Ale to było mało. Jakie partie ciała? Na czym ci zależy? Nogi, brzuch, ramiona? Ile razy w tygodniu możesz trenować. Nie, nie chciałabym się zobowiązywać, bo nie wiem… Praca, studia, dziecko, mąż, jakieś życie prywatne. Nie szukaj wymówek. Jeśli coś ci przeszkadza w ćwiczeniach, to porzuć to, co przeszkadza. Jeśli nie jesteś przygotowana na dużą ilość pracy, to odpuść. Nie może cię przerażać jeden schodek, kiedy masz ich do pokonania tysiące – mówi Chodakowska. Jesteś w stanie osiągnąć wszystko, wiesz? Nie możesz się poddawać. A ja głupia myślałam, że chociaż tu, na bieżni, na pływalni, na rowerze, na saunie (z dala od obowiązków) jestem wolna.

Dziś na siłowni trudno jest powiedzieć: będę ćwiczyć to, co lubię, jak lubię i kiedy chcę. Pójdę na basen z dzieckiem, na rower, pobiegnę rano 5 km po pieczywo na śniadanie. Jeśli zechcę. Jeśli nie zechcę zostanę pod zimową kołdrą, by zmarnotrawić swój czas tak, jak będę miała ochotę. Bo mogę. Nie podpiszę na siłowni na niego żadnego kontraktu.

Mogę Pana/Panią przeprosić (Pani Droga, która robisz sobie właśnie zdjęcie przed lustrem?) Chciałabym po prostu się trochę poruszać. Poćwiczyć. Pojeździć na rowerze. Nie chcę słuchać, że trening powinien być świadomy, funkcjonalny, holistyczny (wow!). Nie chcę dyskutować o zbilansowanej diecie. Mogę? Podobno mogę, ale…

…jeśli ćwiczysz i nie bardzo wiesz po co – oznacza to prawdopodobnie, że nie odkryłaś wciąż własnego „ja”. Nie chcesz sięgać głębiej, widzieć bardziej. Jeśli chodzisz na tę siłownię, wyciskasz z siebie siódme poty i nadal nie wpadłaś na to, jak głębokie jest łączenie samozaparcia podczas pedałowania z rozwojem osobistym, a stalowe pośladki nie przywołują ci na myśl siły charakteru, to znaczy, że nie dorastasz fit-celebrytkom do pięt.

To był wstęp. A to przecież blog o fajnych przeżyciach, wydarzeniach i miejscach.

Nie jestem w stanie poradzić sobie z najprostszym układem choreograficznym. Bóg poskąpił mi na przykład poczucia taktu, czego największym dowodem jest fakt, że trzy miesiące ćwiczyłam pierwszy taniec z przyszłym mężem po to, by w dniu wesela zadeptać siebie i jego prawie na śmierć. Jedyny taniec, który mi wychodzi to spontaniczne pląsy z córką do piosenek z Disneya i przytulanie się do mężczyzny w rytm muzyki (zwłaszcza jeśli to takie przytulanie, że muzyka przestaje mieć znaczenie). W związku z tym po jednych zajęciach zumby i power dance temat choreografii w celu kształtowania ciała uznałam za zamknięty. Bo kiedy wszyscy robią krok w prawo, a tylko ja w lewo, kiedy nie umiem skoordynować jednocześnie ruchów nóg i rąk (i to wszystko w dodatku w rytm muzyki) … to jakie jest wyjście?

Indoor Cyckling. I kropka.

Indoor cyckling to intensywny (oj bardzo!) trening na rowerach stacjonarnych (co innego może zmotywować 30-latkę, która o wadze sprzed ciąży może tylko pomarzyć, jak nie informacja, że istnieje taki trening, podczas którego można spalić nawet 1000 kcal i nie trzeba mieć wcale żadnych umiejętności ruchowo-tanecznych?).

Chodzę tam, bo nie cierpię motywacyjnego bełkotu o niczym. Wolę luźną atmosferę, niż filozoficzną aurę, gadkę o wieczornym piwie, niż o przepisach fit i napinanie mięśni w innych okolicznościach… niż przed lustrem.

Lubię Marzenę, która równo ze mną pedałuje, i wobec której nie muszę się silić na udawanie, że daję radę. Jeśli nie daję. Lubię Agatę,  która nieustannie przypomina mi, że od patrzenia na zegar czas nie przyspieszy. Co zajęcia gdzieś po 10 minutach przeklinam siebie za to, że kolejny raz tu przyszłam, po 20 minutach mam wrażenie, że umieram, po 30 powtarzam sobie, jak mantrę, że nie spadnę przecież z tego roweru, bo mocno jestem przypięta do pedałów, a po 40 minucie zaczynam czuć ogromny przypływ energii (wspiera mnie w tym śląski Rammstein w tle)

Lubię gust muzyczny Agaty. Lubię jak zwalnia tempo i przechodzi metamorfozę z nieustępliwej trenerki, której zależy na wspólnym celu, w zadowoloną ze swoich pociech mamę.

Nawet nie wiecie, z jaką radością po godzinie pedałowania słyszy się To teraz cool down… i do domu.

Nawet nie wiecie, jak cudownie jest zakolegować się z siłownią i fitnessem, bo wielu latach unikania ich jak ognia. Odczarować tę relację i przenieść na inne tory. Nie musisz być Chodakowską, nie musisz wymiotować z wycieńczenia i nie musisz poczuciem winy reagować na opuszczony trening. Idź tylko po to, by się dobrze bawić. Na cierpiętnictwo i samobiczowanie naprawdę szkoda czasu.

Żeby tradycji stało się zadość chciałabym Wam w kilku punktach zaprezentować jedno z Fit-Miejsc na mapie Śląska. Przyjemne, ciepłe, z wysokim standardem obsługi, ciut drogie (na szczęście istnieją pracodawcy, którzy oferują pracownikom Karty Benefit i OK System). Miejsce, które byłby zwyczaje, gdyby nie właśnie konkretni trenerzy.

Via Sport Activ to siłownia otwarta do godziny 23.00 (brawo! można położyć dziecko spać i jeszcze wyskoczyć na moment na bieżnię), studio fitness z bardzo bogatą ofertą dla kobiet, mężczyzn i dzieci! (Fitness Kids), zagracie tam w squasha i tenisa, a ponadto zjecie smacznie i dietetycznie w restauracji, która się mieści w obiekcie. Bez patosu i bez zbędnej gadaniny. Po prostu. Dlatego, że wcale nie jest znowu aż tak trudno walczyć z tym, że świat tyje. Wystarczy takie miejsca uczynić miejscami, do których chce się wieczorem przyjść, zamiast wychodzić na piwo lub hamburgera.

Ale też przed.

Albo po.

 

9 odpowiedzi do artykułu “Co ja robię tu?

  1. mayonez

    mnie w wysiłku motywuje oprócz oberka jeszcze venflon https://www.youtube.com/watch?v=DICnSaMeimA
    i avenged sevenfold https://www.youtube.com/watch?v=Jgk3u44W2i4 , ale to już rzadziej. czemu podejmuję wyzwanie? nie wiem. chyba boję się przyszłości i próbuję od niej uciec biegiem 😀 rzeczywiście czuję się lepiej. pokonuję sam siebie, biegnę coraz dalej i nieco szybciej. pojawia się apetyt na więcej i więcej. mało brakło, a wystartowałbym w tegorocznym biegu niepodległości. ale jak mi starczy motywacji do wiosny i nie zrezygnuję z biegania przy pierwszych chłodach, to może jeszcze świat o mnie usłyszy. 😀 na razie powodem do dumy jest dla mnie to, ze: primo – nie palę półtora roku!!!, secundo – przestałem tyć, zacząłem zrzucać. miło mi, że mogę biegać z Tobą 😀 może umówimy się kiedyś na jakiś wspólny start? 3Vsię!

    1. Be. Autor

      Gratuluję! Z zazdrością patrzę na biegaczy, bo sama z bieganiem sobie nie radzę. Na samą myśl o nim dostaję kolki. Jeszcze na bieżni jako tako mi to idzie, ale z biegania na świeżym powietrzu mam same złe wspomnienia. Przybiegnij kiedyś do Jaworzna, może jak razem wystartujemy to nie poddam się po 15 minutach 😀

      1. mayonez

        w lipcu albo sierpniu, w jaworznie będzie bieg na 15 km. może uda nam się zgrać terminy? bo ja nadal biegam:) i nadal nie palę 😛 w ubiegłą sobotę półmaraton po okolicznych lasach i polach! nabieram wiatru, pędu 😀

        1. Be. Autor

          W lipcu lub sierpniu to ja Ci mogę kibicować, bo.. bieganie to nie moja bajka :) Ale wierz mi, że obraże się jeśli przyjedziesz do Jaworzna i nie dasz wcześniej znać, że będziesz. Promise!

  2. MarcinR

    Też tam chodzę. Rewelacyjna sprawa. Wycisk na maksa, ale taki fajny, motywujący, nakręcający do dalszego działania. Kocham jazdę na rowerze a teraz mam fajne uzupełnienie. Dzięki Agata Białas :) Dzięki Autorka za wpis 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *