Impreza podniebnych lotów

Gdyby tak event spersonifikować to byłby to całkiem pomysłowy mężczyzna. Tyleż uroczy, zabawny i zagadkowy, co złośliwy. Taki, któremu niby ufasz, ale wiesz, że na pewno niedługo cię zaskoczy. Choćbyś nie wiadomo jak go rozpracowywała i analizowała, znajdzie możliwość, tą jedną okazję wśród miliona, by wywołać na twojej twarzy zdziwienie, zaskoczenie, wkurwienie czy (najlepiej) śmiech. Jak z nim żyć? Jak z mężem. Kochać „mimo wszystko” – bo nawet jeśli poradzisz sobie w życiu bez niego, to… tak ci zależy, że nie chcesz przekonywać się o tym jak w takim życiu bez niego w ogóle jest.

Zdj. Archiwum Muzeum Lotnictwa

Zdj. Archiwum Muzeum Lotnictwa

Event, event i po evencie

W miniony weekend odbył się event, nad którym pracowaliśmy przez dłuższy czas. Najpierw szukając odpowiedniej lokalizacji, potem dobierając podwykonawców, a na koniec próbując spiąć wszystko w całość, w temperaturze powietrza poniżej oczekiwań, i w zatrważająco krótkim czasie.

Bankiet dla 400 osób, który był zwieńczeniem dorocznego spotkania klientów i kontrahentów firmy Moto-Profil, odbył się Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie.  W miejscu, w którym grzechem byłoby nie pociągnąć klimatu lotniczego. Mam wrażenie, że lokalizację wykorzystaliśmy do granic możliwości.  Były szeroko uśmiechnięte piękne stewardessy, tańce w przestworzach, spacery w chmurach, kontrolerzy lotów, instruktaże dla podróżujących. Był wiatr, warkot silników, terminale i odprawy, opóźnienia samolotu (nieznaczne!) i kołowania… A przede wszystkim kilkanaście stojących i kilkanaście wiszących nad głowami gości samolotów – synonimów podniebnych przygód i sięgania po to, co za horyzontem.  Było chłodno i surowo. Metalicznie i błyszcząco. Pachniało zaskoczeniem i przygodą. Koniecznością zapięcia pasów.

konferencja-hostessy

fot. Paweł Konarzewski

fot. Paweł Konarzewski

fot. Paweł Konarzewski

Co zapamiętam z tego eventu?

 

Występ Artura Andrusa z Zespołem. Bo na polskiej scenie kabaretowej Andrus lśni niczym diament, reprezentując dzielnie żart nie ten durny i toporny, ale lekki i wysublimowany, z klasą, z fasonem. Bawi się ( i widownię) słowami z (przede wszystkim) szacunkiem do mocy tych słów. Takich opowieści jak on to już prawie nikt nie snuje. Wraz z genialnym zespołem, występ Andrusa był cudownie wyważony i „w sam raz”. Można było zaśmiewać się do łez, przy wysokim poziomie refleksji, które prześwitywały przez pozornie mało znaczące, zabawne zdania. Miałam okazję widzieć Andrusa kolejny raz, a… poszłabym na taki recital jeszcze milion razy.

fot. Michał Pawłowski

fot. Michał Pawłowski

Występ Patrycji Markowskiej & Przyjaciół.

… którzy przyznali, że nie zdarzyło im się jeszcze grać w tak rozbudowanym składzie. Efekt? Pod sceną mnóstwo ludzi, tylko te hity, które znają wszyscy i niesamowita atmosfera. Na potrzeby naszej imprezy Patrycja zaprzyjaźniła się z: Baronem i Tomsonem (Afromental), Robertem Gawlińskim, Maćkiem Maleńczukiem i swoim tatą.

fot. Paweł Konarzewski

fot. Paweł Konarzewski

Fakt najistotniejszy to obecność Maleńczuka, który w moich oczach jest facetem piekielnie utalentowanym i inteligentnym, zerojedynkowym i szczerym. Bezczelnym… i jednocześnie na poziomie (która tego nie lubi? nasz team wręcz uwielbia 😉 ). Nie mówiąc już o tym, co najważniejsze – na scenie jest bezkonkurencyjny.

malenczuk

fot. autor nieznany, telefonem ;-)

Konferansjer dopasowany jak ulał

konferansjer - blog

fot. Paweł Konarzewski

W roli prowadzącego trudno mi wyobrazić sobie kogokolwiek innego niż Patrycja Tomaszczyk-Kindla. Podoba mi się (i nie tylko mi) jej naturalność, głos i swoboda, z jaką prowadzi każde wydarzenie. Urzekają mnie wszystkie jej kreacje, a już przyjemnością jest ustalać z nią przebieg eventu, do którego jest zawsze świetnie przygotowana, zwracając uwagę również nam na wiele szczegółów. Doradzając, interesując się tematem, wykazując ogromne zaangażowanie.

WIZAŻYSTKA na ratunek

make-up-box-505209_1920

Ten moment, w którym wizażystka pomalowała pięknie nasze stewardessy i zapytała (zapewne nie bez powodu) czy i ja nie chcę skorzystać. Efektem była wygrana walka z podkrążonymi oczami. Wniosek? Nawet jeśli nie spałaś trzy noce z rzędu spróbuj zastosować jakiekolwiek triki kosmetyczne na sobie. Nie masz gwarancji, ze będziesz wyglądać jak milion dolarów, ale przynajmniej na początku imprezy, przy tych wszystkich pięknych kobietach nie będziesz się czuła jak jednopensówka.

Misja specjalna

Przy wsparciu świetnej ekipy z firmy LIM8 poradziliśmy sobie ze wszystkim, i kiedy już pewni byliśmy, że nic nas nie zaskoczy, wtedy zjawił się on. Metafora problemów na evencie. Ten mężczyzna, co to potrafi zaskoczyć jak nikt inny, czyli… GOŁĄB. O, taki jak tu.

pigeon-380221_1920

Lokator, który zadomowił się na stałe w hangarze dość trudny do wypędzenia. Należymy raczej do miłośników wszelkiej fauny i flory więc wszystko byłoby idealnie, gdyby nie ewidentne problemy żołądkowo-trawienne gołębia, z powodu których w dzień poprzedzający imprezę wymienialiśmy kilka coversów i obrusów. Z powodu gołębia (albo dzięki niemu?), możemy to szczerze przyznać, uruchomiliśmy najgłębiej skrywane pokłady kreatywności, rodząc pomysły które miały nam zapewnić spokój na evencie (względny, bo na pewno nie święty).

Kiedy już ustaliłyśmy tajemniczą nazwę „Misja:GOŁĄB” (godzina powstania 3.00, miejsce: hotel Qubus Kraków), stworzyłyśmy kolejno plany A, B i C. Towarzystwo Ochrony Zwierząt? (wszak taka ilość decybeli dla gołębia to pewnie trauma na całe życie), sokolnik (brzmi rozsądnie?), czy może wypożyczenie broni ASG, zwyżki i wyniesienie ze śniadania najsmaczniejszego na świecie chleba (Ale koniecznie tego z ziarnem! cyt. za. Anna Górka)? Kiedy to już wszystko brzmiało jak „uda się” i przyjechaliśmy na miejsce eventu pełne żądzy zwycięstwa, okazało się, że gołąb zniknął. Tylko gdzie, skoro drzwi hangaru były cały czas zamknięte? Czy naprawdę to gołąb będzie tym najbardziej stresogennym elementem eventu?

Poniekąd był, kiedy z Górką przez większość czasu, między koordynowaniem techniki, występów artystów i cateringu, hostess, sprzątania hali i temperatury wewnątrz niej, wymieniałyśmy porozumiewawcze spojrzenia pt. „No i gdzie on do cholery jest?!”.

gorka

Nie pojawił się już nigdy.
Podejrzewam Górkę o najgorsze.

A ona mnie.


 

Garść przydatnych informacji o obiekcie:

 

Muzeum Lotnictwa Polskiego dysponuje dwoma hangarami. Pierwszy (mieszczący się w wyremontowanym głównym gmachu muzeum) jest w stanie pomieścić ok. 250 osób na imprezie zasiadanej (warto odbyć wirtualny spacer po tej części), duży hangar lotniczy – wciąż jeszcze czekający na odrestaurowanie – mieści już gości nawet 500. Event realizowaliśmy w starym hangarze, co generowało sporo trudności, ale też nadało imprezie dość osobliwego charakteru.

Odrestaurowana mniejsza hala to brak problemów z ogrzewaniem, toaletami czy garderobami. Ale jak masz pond 400 gości to w Muzeum innej opcji niż stary hangar nie ma. Zainteresowanym zrealizowaniem imprezy w tym miejscu polecam firmę LIM8, która była dla nas techniczno-organizacyjnym wsparciem przy całej realizacji i o której można spokojnie powiedzieć: od 8 października 2016 ten hangar nie ma już przed nimi tajemnic :)

Dojazd do hangaru jest bardzo dogodny, aż prosi się o wszelkie „lotnicze” aranżacje, a pomysły się nie kończą (ogranicza nas jedynie budżet :) )

Usytuowanie w centrum Krakowa to spore udogodnienie (lekceważąc temat korków), w okolicy nie brakuje hoteli (my wybraliśmy Double Tree by Hilton przy Dąbskiej 5, oraz Hotel Qubus na Nadwiślańskiej).

Poniżej bonusowa krótka galeria zdjęć, którą otrzymaliśmy o Evtrad Events, który dbał o nasze wydarzenie od strony koncertowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *