7 refleksji po konferencji Event Biznes 2015

Konferencja Event-Biznes, w której miałam okazję wziąć udział trzy tygodnie temu (#jaktenczasleci) odbywała się w Warszawie już po raz drugi. Od pierwszej edycji zdążyła zmienić część założeń i z dwudniowego spotkania zamienić się w jednodniową kwintesencję event marketingu.

To było bardzo inspirujące spotkanie z ciekawymi ludźmi, którzy nawet jeśli (to trzeba przyznać) nie mówili nic zadziwiająco odkrywczego, to rewelacyjnie wypunktowali wszystko, co w eventach najistotniejsze. I wyłuskali z okazji tej konferencji taką ilość przykładów ciekawych realizacji działań eventowych z Polski i świata, że… będę im dozgonnie wdzięczna, że mogłam się o ich istnieniu dowiedzieć nie przekopując w tym celu internetu przez połowę życia.

Poniżej prezentuję Wam siedem refleksji, które się mnie tego dnia, podczas konferencji przyczepiły, i nie chcą do dziś puścić. Część z nich należy do tych, które każdemu towarzyszą i o których każdy mógłby porozmawiać (gdyby chciał). Chociażby po to, żeby westchnąć „tak to już jest”. Albo żeby trochę ponarzekać.

REFLEKSJA 1: jesteśmy uczestnikami Rewolucji Social Mediów. Czy tego chcemy czy nie.

socialmedia

(Wcale mnie to nie przeraża. Raczej fascynuje).

Takie czasy, że tłem życia codziennego (a często jego areną właściwą, główną lub jedyną) są media społecznościowe. Podczas swojej prezentacji świetnie ujęła to Claudia Köhler z niemieckiej agencji eventowej Vok Dams, ale… mniejsza o te oczywiste wnioski! Prezentacja Claudii zachwycała przewrotnymi i kreatywnymi hasłami stworzonymi przez pracowników Vok Dams, którym nie sposób odmówić uroku. Hasłom, nie pracownikom. Choć tym drugim też niczego nie odmawiam. Dwa, które ujęły mnie najbardziej?

  • Egolution, to taki trend zgodnie z którym, rozwijamy siebie, swoją osobowość, swój pomysł na „bycie w świecie” przez pryzmat… ciągłego „ja”. Towarzyszem naszym w tym rozwoju jest…selfie. Ukryte alterego. Żyjemy wiecznie w takim trójkącie: Me, myselfie and I. Cudowny XXI wiek pozwala nam być sobą i pokazywać to, jacy jesteśmy naprawdę… w wirtualnym świecie, który mówi nam nieustannie „Show yourself” a my zamiast tego pokazujemy „myselfie”
  • Social Wedia. Czyż to nie cudownie kreatywne spojrzenie? Social Wedia to przestrzeń, w której każdy z nas istnieje z osobna, jako jednostka, ze swoimi przemyśleniami, opiniami, przeżyciami. Ale w której jednocześnie istnienie nasze ma sens właśnie dlatego, ze każdy jeden „ME” potrzebuje świadomości „WE” – poczucia, iż jest częścią społeczności, która interesuje się tym, co „me” myśli (co pisze, co udostępnia, co lajkuje). Uciekamy w social media (od prawdziwych przyjaciół) po to, by … być spotkać się na Facebooku. Paradoksalnie więc media społecznościowe nie odsuwają nas od przyjaciół, ale pomagają nam stworzyć paczki znajomych rodem z serialu „Przyjaciele”. Cudownie prezentujących się na zdjęciach, prowadzących z nami rozmowy na fejsie, zaangażowanych we wspólne tematy, żyjących razem z nami chwilą PRAWDZIWĄ. Chwilą, która owszem, uwieczniana jest na fejsie, ale wydarzyła się w rzeczywistości. I ten drugi fakt jest ważniejszy.

Banał? Oddalam takie komentarze. Jest zbyt wiele prawd, w które wierzę, a które brzmią banalnie.

REFLEKSJA 2: branża eventowa chce się integrować (i dobrze), ale wciąż jeszcze nie do końca jest pewna jak.

ref3Stowarzyszeniu Branży Eventowej od kilku lat już z całego serca kibicuję podziwiając przy tym ich upór w dążeniu do tego, by eventom nadać rangę i wartość, którą tak często nieprofesjonalne agencje eventowe im odbierają. Przez bylejakość, nieprzemyślane działania, błędy w komunikacji z klientem i (nie bójmy się tego powiedzieć) traktowanie coraz bardziej świadomych klientów, jak niczego nie świadome marionetki, którym wszystko można wmówic i wiele sprzedać. Firmy planujące eventy, poszukujące agencji potrzebują dziś doradców, osób do porozmawiania (wiem to, bo od jakiegoś czasu jestem właśnie po tej drugiej stronie). Nie każdej firmie przyświeca cel, by ukraść pomysł i go zrealizować własnym sumptem. Pewien poziom realizacji i sposób traktowania firm przez branżę eventową (i vice versa) powinien być obligatoryjny i tyle. Każda agencja, każdy event manager pracuje na markę własną. SBE powstało jako przestrzeń, w której krzyżują się drogi najlepszych marek. Niekoniecznie tych największych, ale tych, których wspólnym mianownikiem jest świadome i skuteczne korzystanie z narzędzia, jakim jest event. I rozwój w tym kierunku, by to narzędzie coraz bardziej skutecznie wykorzystywać.

Powstanie SBE jest w końcu także sygnałem, że branża eventową chce się integrować, a nie rywalizować. Niestety mam wrażenie, że wciąż jeszcze nie wie jak zrobić to pierwsze. Stowarzyszenie Branży Eventowej robi wiele dobrego, ale… podkreśla też niepisany (a może wręcz pisany) podział na tych, z którymi chcą iść i na tych, którzy „lepiej niech sobie idą” (że tak zacytuję Poniedzielskiego. Osobom spoza SBE (nie jest  to wyłącznie moja opinia) zabrakło jakiegoś bodźca wspierającego networking w tym środowisku. Zabrakło pomysłu na tą integrację.

Wiemy też, że osoba koordynująca, organizująca wydarzenia z natury raczej nie należy (należeć nie powinna) do osób zamkniętych w sobie, które to ani me, ani be nie wypowiedzą w nieznanym środowisku. Niemniej z drugiej strony po działających od lat w branży organizatorach spodziewałam się jakiegoś pomysłu na zaintegrowanie uczestników tego spotkania. Na zrobienie pierwszego kroku. Tak, wiem, że branża ma okazję do nieustannej integracji, na wielu szczeblach i w różnych okolicznościach. A jednak szkoda, że bardziej nie wykorzystała w tym celu tej (świetnej!) konferencji.

REFLEKSJA 3: niełatwo o konferansjera, który jest jak biustonosz

ref4Czyli, że nie każdy konferansjer umie spiąć całość tak, by wyeksponować to, co najlepsze. I nie jest to (nie zawsze, a i prawie nigdy) wina konferansjera.

Marcin Prokop, dziennikarz, który częściej niż często bywa konferansjerem na różnorakich eventach zdradził podczas Event Biznesu kilka kuluarowych sytuacji, rozmów, zdarzeń. Były wśród nich ciekawe przykłady, ale też sytuacje, w które aż nie chciało się wierzyć. Naprawdę ktoś mógł dopuścić do takich zaniedbań podczas eventu? A jednak te błędy, o których mówił Prokop ktoś popełnił. Wiem. Nie ty, nie ja (źle jest zawsze tylko tam, gdzie nas nie ma;) ).  Po prostu ktoś. Ktoś, kto nie pomyślał, że dla eventu jest brafitterką. To jest oczywiście temat na osobny wpis, na który już teraz zarzucę sieć – byliście kiedyś na imprezie, na której najsłabszym ogniwem był konferansjer? Albo wręcz odwrotnie – na takiej, która była totalnym niewypałem, ale całość ratował właśnie prowadzący?

REFLEKSJA 4: event manager łączy pokolenia

Najpierw dygresja. Przyznam, że odczuwam niesamowitą przyjemność słuchając głosu Natalii Hatalskiej, obserwując ją przed kamerą i na scenie. Uwielbiam nie tylko to, o czym mówi, ale i spokój, z jakim mówi. O funkcjonowaniu różnych typów ludzi, z różnych pokoleń, w tym samym świecie. O generacji Y, czy generacji Z (czyli o młodzieży urodzonej po 2000 roku, dla której nie istnieje podział na świat wirtualny i rzeczywisty, bo jedyny jaki znają, to mix tych dwóch światów).

Hatalską lubię za to, że ludzi uspokaja. Za każdym razem. Jak i teraz. Halo Świecie! Nasze dzieci nie dążą donikąd. One właśnie dzięki nowym technologiom, temu wszystkiemu, co oferuje XXI wiek i naszemu wsparciu mogą dążyć, gdzie tylko chcą. Sięgnąć po co chcą. A nasza (rodziców) w tym głowa, by je w tym mądrze wspierać. Donikąd docierają i wciąż błądzą, przyklejone do tabletu nie dlatego, że tablet jest tak bardzo dostępny, ale dlatego, że rodzic jest dostępny tak rzadko. To dopiero temat do przemyślenia.

Ale wracając do clou – taką miałam refleksję dotyczącą eventów słuchając Hatalskiej. Wiele imprez jest dedykowanych w chwili obecnej przedstawicielom różnych pokoleń. Weźmy za przykład taki Festiwal Woodstock – miejsce, w którym spotkamy starych (byłych?) punków (dziś prezesów banków i pracowników biurowych), a w namiocie obok… nastolatków (często w wieku dzieci tych poprzednich). Event manager XXI wieku tworzy przestrzeń dla dwóch różnych generacji odbiorców i … mimo, iż wszyscy lubimy takie opozycje MY-ONI (ja na trzepaku, on przed tabletem), to potrzeby obu tych generacji są takie same – być blisko ludzi, przeżywać emocje, kolekcjonować wspomnienia i miłe przeżycia. My-Starzy (nadeszła wiekopomna chwila, w której jesteśmy już przedstawicielami starszego pokolenia) po prostu demonizujemy. Bo powiedzcie mi, co z tego, że punkowi trochę głupio jest użyć selfie-sticka na Woodstocku, a jego dzieciom już raczej nie? Czy my starzy długo jeszcze będziemy te opozycje przeżywać?

REFLEKSJA 5: event musi być skuteczny.

Meskie-Granie-2015--Mela-Koteluk--Fisz--Smolik--Or

Event to działanie promocyjne i narzędzie PR. To oznacza, że organizuje się je w jakimś celu. Poprzez event możesz ten cel osiągnąć, możesz się do jego osiągnięcia zbliżyć, poprzez stworzenie odpowiedniego podłoża (możliwości) do jego realizacji w terminie późniejszym. Event to (nie i jeszcze raz nie!) wyrzucanie pieniędzy w błoto. To inwestycja, o której zwrocie można dyskutować wprost. A liczby przekonują, że da się (mimo, że w przeciwieństwie do działań stricte reklamowych nie zawsze wystarczy zastosować do eventu wskaźnik ROI). Wiedzą o tym ci, którzy słuchali Izabeli Głodek, która opowiadała o Męskim Graniu i Łukasza Kosuniaka, który przybliżył temat konferencji Samsung Business Summit.

Event to nie (tylko) zabawa. To akurat można powtarzać non stop, a i tak w okolicy zawsze znajdzie się ktoś, kto wyrazi zdziwienie. Zwłaszcza jeśli nie pracuje w branży (z tego miejsca pozdrawiam kumpla, który twierdzi, że od 8 lat zawodowo imprezuję i nic więcej).  Oczywiście w evencie chodzi o to, o co ludziom w życiu chodzi (Sex, Drugs & Rock’n’roll, jak to określił Rafał Ohme), ale żaden organizator eventu nie może ani na moment zapominać o tym, że event (KAŻDY!) to spotkanie nas (marki, którą reprezentujemy) bezpośrednie, twarzą w twarz, z konsumentem, klientem, kontrahentem. Z tą różnicą, że na evencie inaczej niż na sklepowej półce, marka jest ubrana w odpowiednie emocje, które to spotkanie mają obu stronom umilić, ułatwić. Proste? Proste.

REFLEKSJA 6: udział w konferencjach pobudza kreatywność

creativityI tu docieramy do największego problemu takich wydarzeń. Minęły trzy tygodnie od konferencji Event-Biznes, a wokół mnie i koleżanki, która ze mną na konferencji była, kurczy się powoli grupa osób, które chcą słuchać naszych pomysłów. Codziennie innych. Codziennie „ale spójrzmy z innej strony”. Takie konferencje uświadamiają, że event to sukces jeśli nieszablonowość, kreatywność, odwaga i wizjonerstwo to nie są tylko czcze słowa umieszczone w folderze agencji eventowej na stronie tytułowej (znacie to „Słowa, które nas określają?;) ) . Udział w takiej konferencji to zielone światło dla wszystkich pomysłów i przycisk „start” dla burzy mózgów. Dla wichur, trąb powietrznych i gradobicia. A to jest aura, w której się w dziale eventów najlepiej pracuje.

REFLEKSJA 7: warto oglądać plotkarskie serwisy i programy telewizyjne „o niczym”

plotek

Dzień przed konferencją, jak już usadowiłyśmy się w swoich łóżkach i włączyłyśmy TV w hotelu, na TVN Style (bodajże) w jednym z nieznanych mi programów podejmowano problemy skali światowej, a więc mówiono o tym, jak prawidłowo ustawić się na ściance, by liczyć na korzystne ujęcia i zostać królową imprezy. Analiza najlepszych i najgorszych „ściankowych” modelek i celebrytek kwitowana była przez nas (to wina wina?) gromkim śmiechem.

Refleksja siódma przyszła już następnego dnia. Szanuj wiedzę i ją nabywaj (nie wybiórczo). Bo „karma to suka” jak mawiają i jeśli na co dzień zajmować się będziesz głupotami, lekceważąc przy tym ważne treści, to potem na ściance będziesz się prezentować tak:

scianka

Albo jeszcze gorzej.

Ale tych gorszych zdjęć nie opublikuję.

Obiecałam Górce. Zrobię to dopiero po jej śmierci.


 

P.S. Nie było ani słowa o tym, co i jak podczas Event Biznesu mówił Rafał Ohme. Spokojnie, jeszcze będzie. To jedno z ciekawszych wystąpień zostawię sobie na osobny tekst.

P.S. 2. Jeśli ktoś z Was miałby ochotę pojawić się na kolejnym, nieco innym wydarzeniu, które również „event” ma w tytule i założeniach, to zachęcam do przyjrzenia się Eventialowi.

Zdjęcia (wszystkie poza tym cudem przy ściance) pochodzą z fan page’a imprezy Event Biznes. Lajkujemy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *