Szczypta tego „czegoś”, czyli kulinarny team building

Umówmy się. Z jedzeniem jest dokładnie tak, jak z miłością. Jest różnica między starannie dobranymi składnikami, precyzją w ich łączeniu, starannością, czułością i chęcią  podania, a… zwyczajnym odgrzaniem wczorajszego obiadu.

 _DSC8981

Są też ludzie pozbawieni wysublimowanych kubków smakowych, czy to względem jedzenia, czy życia. Ale to nie o nich powinno się pisać tekst na blogu o eventach. Na takim skupić się należy na tych, którzy poszukują smaków, nie mają w sobie zgody na „jakoś to będzie” i chce im się wyjść z domu, by uczestniczyć w przygotowanym wydarzeniu.

Dla ludzi, którzy kochają życie poszukiwanie nowych smaków to potrzeba wewnętrzna. I nie mówię tu wyłącznie o skokach na bungee, ale o wrodzonej ciekawości świata, tego co znajduje się w mijanej przed sekundą bramie, tego dlaczego ktoś od rana się nie uśmiechnął. Oni nie chcą wrzucać na ruszt tego, co jest pod ręką, nie traktują czasu na przygotowanie do konsumpcji jako zmarnowanego, a konsumpcji jako celu samego w sobie. Niestety ci ludzie, tak jak wszyscy inni, w natłoku spraw codziennych często o swoich potrzebach zapominają.

Dobrym sposobem na to, by im przypomnieć jest event, na którym można  się zatrzymać i spojrzeć na siebie nawzajem z nieco innej perspektywy.

_DSC8800

W dużym skrócie: to było niedługie spotkanie przedstawicieli branży motoryzacyjnej, na pomysł którego wpadł dostawca firmy Moto-Profil, przedstawiciel marki Mann-Filter. Zdecydował, że z naszymi klientami spotkamy się w  niecodziennej dla wielu atmosferze – zamiast telefonicznych rozmów, ofert i katalogów z częściami zamiennymi uczestnicy operowali nożami, widelcami, patelniami, garnkami i palnikami, szlifując swoje umiejętności kulinarne. W efekcie grupa przyrządziła prawdziwe arcydzieła. Wśród nich znalazły się takie dania jak vitello tonnato, saltimbocca, tabouleh czy flan kokosowy.

Wszystko w towarzystwie i pod czujną opieką wybitnej postaci, Mistrza Kuchni – Kurta Schellera, którego przedstawiać nie trzeba, a jednak i tak warto, żeby sobie uświadomić, jak fajnie, że istnieją takie kulinarne autorytety, a branża eventowa ma je w zasięgu ręki!

4

Kurt Scheller, znany z wielu programów telewizyjnych (Masterchef, TopChef czy Hell’s Kitchen) jest kucharzem z ogromnym doświadczeniem, zdobywcą licznych prestiżowych nagród i jedną z najbardziej utytułowanych postaci w swojej branży. Pracował jako szef kuchni w restauracjach w wielu krajach, nie tylko europejskich. W Polsce związany był z takimi miejscami jak warszawski Hotel Bristol i Hotel Sheraton. W Ekwadorze był szefem kuchni prezydenckiej, a w Kuwejcie …przygotowywał posiłki dla szejków.

To nie CV. To jego mały wycinek.

Jak było? Niech w skrócie opowiedzą obrazy.

Z TEGO:

 

POWSTAŁO TO:

Wśród uczestników eventu znaleźli się zarówno miłośnicy gotowania, jak i ci, którzy zdecydowali się w tym temacie wykonać pierwszy krok. Ci pierwsi szlifowali umiejętności a ci drudzy mieli cholernie dużo szczęścia  – w końcu ten pierwszy krok nie może być trudny w obecności takiego Mistrza! Wszyscy otrzymaliśmy dyplomy i… nikt nie musiał oddać fartucha.

Uff.

2

I co się nagadaliśmy tego dnia, to nasze!


 

MÓW do mnie jeszcze! Za taką rozmową tęskniłem lata!

Jedzenie zbliża ludzi, to wiemy nie od dziś. Łączy i integruje. Przy pełnym stole brakuje też miejsca dla naszych smartfonów, bo przecież gdzieś musi stać wino.

_DSC8711

Nie wiem co na to statystyki, ale według moich własnych wniosków jakieś 80 % rozkoszy wynikającej z jedzenia wiąże się z radością przebywania w czyimś towarzystwie. Nie bez znaczenia jest fakt, że nie pamiętam co rano zjadłam na śniadanie, w pośpiechu, a w pamięci tkwi, po dwóch latach, wciąż smak sałatki z rukolą i truskawkami, popijanej prosseco, podczas krakowskiej randki z okazji mojej trzydziestki. Nie bez znaczenia jest fakt, ze większość zaburzeń odżywiania (którą są chorobą duszy, nie ciała) sprawia, że osoby chore nie chcą jeść na oczach innych, w towarzystwie, na spotkaniach. Jak zdrowieją to zwykle doceniają ile znaczyć może poranna jajecznica zjedzona prosto z patelni, kiedy można ją jeść we dwoje, rozmawiając.

Bo to nie jest tak, że w trakcie jedzenia nie można. Można. Byle nie z pełnymi ustami. Ja mówię. Znad talerza opowiadam rano o dniu, który mnie czeka, robiąc kanapki w pracy dyskutuję o planach na  dzień bieżący, a siadając do kolacji z dzieckiem nie mogę się doczekać, aż zacznie opowiadać (ale najpierw połknij jedzenie, Haniu, dobra?). Mistrzowie wychowania i savoir-vivre rzekliby, że to niedopuszczalne, a ja…  cieszę się z każdego padającego słowa (z kawałków jedzenia mniej) i próbuję sprawić, by jedno z drugim złączyć w takiej symbiozie, by obyło się bez ciosów dla poczucia estetyki współbiesiadników.

KULINARNY TEAM BUILDING, jak to zrobić?

Są restauracje, których specjalnością jest organizowanie wspólnego gotowania. Mają odpowiednie zaplecze kuchenne i w ramach swojej działalności zamykają drzwi restauracji na dzień eventu, po to, by zamienić ją chwilowo na przestrzeń edukacyjną i integracyjną. Jest też sporo agencji eventowych i firm szkoleniowych, które specjalizują się w takich eventach. Jeśli chodzi o lokalizację, menu i otoczkę spotkania to zdaje się, że nic nie ogranicza wyobraźni eventowca poza budżetem, jaki chcemy na wydarzenie przeznaczyć, kontaktami i sprawnością w poruszaniu się po internecie. To wdzięczny temat i zawsze na czasie.

_DSC8832

Po ostatnim evencie zaczęłam się zastanawiać nad tym, jaki kulinarny teambuidling chciałabym jeszcze zorganizować. I poza oczywiście poznawaniem kuchni tajlandzkiej gotując na plaży w Phuket czy indonezyjskiej w samym sercu Ubud, poza rozmowami o francuskim winie na Bora Bora, czy tym hiszpańskim w knajpce w jednej z uliczek Barcelony… Poza domową i uliczną kuchnią z całego świata, poza kuchnią molekularną, której widowiskowość robi na mnie wrażenie, czy japońskim sushi, w którym zazdrością reaguję na popis ludzkiej precyzji, poza w końcu wszystkimi pięknym dekoracjami, które są w moich oczach sztuką bardzo wykraczającą poza kulinaria (obserwuję i podziwiam np. zmagania mojej koleżanki z podstawówki, Renaty, której prace robią ogromne wrażenie nie tylko w Polsce!) to nie mam wielkich wymagań w tym zakresie. Więc.. drogi pamiętniczku, gdybym mogła zrealizować event kulinarny w bieżącym roku to ja bardzo chętnie ograniczę swoje marzenia do paru mniejszych. Chętnie na przykład:

  • Przygotowałabym zdrowe przekąski, sałatki i ciasto z buraków w towarzystwie  Ale!Babki, czyli Kingi Paruzel.
  • Zrealizowała event z udziałem Koła Gospodyń Wiejskich w Bieszczadach, Karkonoszach, na Podlasiu czy w jakiejś wsi podwileńskiej – by spróbować u źródła smaków dań naszych (waszych też) prababć i pradziadków przygotowanych zgodnie z przekazywanymi z pokolenia na pokolenie przepisami.
  • Zorganizowała spotkanie w dużym ogrodzie, bądź sadzie, grillując w obecności i pod czujnym okiem Pascala Brodnickiego czy Roberta Makłowicza, w przerwach leżąc w hamaku i oglądając przesuwające się nad głowami chmury.  Wszystkie pyszności konsumowalibyśmy w przestrzeni zaaranżowanej przez Siedzę Na Palecie, popijając polskim winem… (rozmarzyłam się).
  • Nauczyła się sztuczek kulinarnych Oliwii Bernady a przy okazji ponownie odwiedziła jedno z ulubionych miejsc zlokalizowane 511 m.n.p.m (Poziom 511)
  • Poznała sekrety kuchni wegańskiej i wegetariańskiej z MIchałem Gniłką, by przestać myśleć o niej, jak o bardziej wymagającej od tradycyjnej i kuchenne hasło wprowadzić w życie w stu a nie siedemdziesięciu procentach.

bób

  • Spotkała się z kontrahentami przy jednym stole w Atelier Amaro  i (chociażby!) zobaczyła jak mistrz przygotowuje swoje 9 moments. Szkolenie z Amaro miałoby niewątpliwie jeszcze jeden plus – założę się, że w trakcie jego organizacji, przed realizacją, co jakiś czas musiałabym zerkać na stronę www Atelier. Z jaką chęcią bym to robiła! Chociażby tylko po to, by przypomnieć sobie, że kuchnia to miejsce where nature meet science, i posłuchać tych dźwięków w tle.

Robiąc to wszystko (a pewnie jeszcze więcej) zapewne nuciłabym pod nosem jedną z ulubionych piosenek Andrzeja Sikorowskiego:

I chociaż czasem przyfruwają szare dni
A przez mój ogród nie chce płynąć żyła złota
To przecież zawsze mogłem robić rzeczy trzy:
Jeść, pić, kochać.

(dodałabym tylko jeszcze: i pracować w fajnym miejscu;) )

Odpowiedź do artykułu “Szczypta tego „czegoś”, czyli kulinarny team building

  1. Aveq

    Jeden z najlepszych pomysłów na integracje zespołową. Nic nie łączy ludzi tak skutecznie jak zamiłowanie do jedzenia. Mało można spotkać osób, które nie lubią smacznego posiłku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *