Stronger together

Po sierpniowych atrakcjach chciałabym kupić karnet open na wszystkie parki linowe świata. Mąż w przypływie szczerości wyznaje, że ma wrażenie jakoby po 30. totalnie mi odbiło.

1454967_10151722240263314_1042515443_n

Podczas tegorocznego urlopu nie odpoczęliśmy. Zaliczyliśmy wywrotkę w kajaku, oglądaliśmy spadające gwiazdy, robiliśmy błotne peelingi i odwiedziliśmy ogródek krasnoludków. Zjedliśmy obiad w Albatrosie – kultowym miejscu dla każdej kobiety nazwanej na swe nieszczęście Beatą wskutek zachwytu tą piosenką (wrodzony optymizm nie pozwala mi rozpaczać, zwłaszcza, kiedy mama przypomina, że drugim żeńskim imieniem, które wówczas święciło triumfy była Isaura). Przejechaliśmy się Wigierską Kolejką Wąskotorową, spacerowaliśmy w deszczu podczas Jarmarku Kamedulskiego, codziennie walczyliśmy o ogień (mój „miastowy” mąż rozpalał grilla), no i co dla tego tekstu najważniejsze – odwiedzaliśmy parki linowe.


AHOJ, PRZYGODO!

Park linowy jaki jest – każdy widzi. Drzewa i liny. W swojej budowie nic skomplikowanego. Trzeba tylko iść przed siebie. Wcześniej uważnie wysłuchując instruktora.

park

Potem już tylko idziesz, pokonujesz trudności, balansujesz przez godzinę, albo dłużej. Raz jesteś linoskoczkiem, raz grotołazem. Zjeżdżasz tyrolką, chodzisz po pajęczynie, spadasz w dół, utrzymujesz się na deskach, gonisz huśtawkę, przeciągasz liny. Kolekcjonujesz otarcia i siniaki. Tak właśnie było w czasie urlopu. Hania na trasach dla dzieci, ja upierająca się, że trasy średnie są zbyt łatwe, w efekcie mająca ochotę płakać już na pierwszym odcinku trasy trudnej. Szłyśmy dzielnie, pokonując przeszkodę za przeszkodą, a mąż spoglądał z dołu i uwieczniał na fotografiach i filmach nasze wzloty i upadki. Wspinałam się na sporą wysokość, pokonując te lęki, które zaakceptowałam jakiś czas temu jako fakt na swój temat. Uświadomiłam sobie również jak głupie jest to, że za każdym razem, kiedy spoglądam na Hankę wspinającą się na drzewo marzę o tym, by wymyśliła sobie w końcu jakieś mniej inwazyjne hobby. Dlaczego?  Bo jestem jak starsze dziewczyny z tej (rewelacyjnej!) kampanii Always.

(NIE) POTRAFISZ, LIKE A GIRL!

Hanka już w pierwszym parku linowym nauczyła mnie, że muszę zacząć notorycznie gryźć się w język, zastąpić „uważaj” na „dasz radę” i „spróbuj”, a jednocześnie nie bujać w obłokach. Nie przypinać jej na siłę skrzydeł zamiast korzeni (zdążyłam się przekonać, że same skrzydła mogą sprawić, że zabawa skończy się rozciętym łukiem brwiowym) i nie sprawić, by korzenie przywierciły ją na stałe do podłogi. Jak znaleźć złoty środek? Nie mówić głupio „nie”. W tym współczesnym świecie, w którym (przyznajcie sami) najpiękniej brzmi rodzicielskie „tak”.

W moim przypadku to właśnie w parku linowym nastąpiło olśnienie. Park okazał się miejscem, w którym moje dziecko, na co dzień przekonane o tym, że jest wszechmocne, dostało prztyczka w nos. Nie ode mnie. Nie od kogoś. Od swojego ciała, które ma pewne ograniczenia. Od swoich lęków. Podobał mi się ten prztyczek – również dlatego, że nastąpił w zasięgu mojego wzroku, w bezpiecznych warunkach, nie bez adrenaliny.

Boję się. Nie idę. Albo idę. Nie wiem. Mamo, pomóż! Nie możesz ze mną wejść? Proszę!

Jak nie możesz to spróbuję sama (dwa kroki w przód, jeden w tył). Tu jest jest chyba za wysoko. Trochę się boję. Podaj mi rękę. Nie podawaj. Teraz pójdę sama. Chcę zejść. Albo nie, nie chcę.Jak ja ją doskonale rozumiałam!


CO TO BYŁ ZA SIERPIEŃ!

Odwiedziłam trzy parki (Park Linowy Jachranka pod Warszawą, Fast Park Białystok, Adrenalina Park Kąty Wrocławskie). Pod Warszawą pokonałam trasę pilotażową (średnia, idealna na start), i po raz pierwszy spacerując nad ziemią nie dostałam ataku paniki. W Białymstoku dzięki uprzejmemu towarzyszowi, który przeszedł ze mną trasę trudną i dzięki sporej ilości jego wskazówek zrozumiałam, że technika jest ważniejsza od siły (wiedza przydatna na wielu płaszczyznach). We Wrocławiu dotarło do mnie, jak świetnym pomysłem na integrację jest taki park. Bo choć z koleżanką czuję się zintegrowana raczej bardziej niż mniej, to i tak warto było spotkać się 8 metrów nad ziemią. by przedyskutować w jaki sposób najlepiej złapać linę, by skok „a la tarzan” na drugą stronę zakończyć sukcesem. Siedząc potem w samochodzie w drodze na miejsce eventu myślałam o tym, że… jeśli ktoś potrafi przejść z tobą 12 trudnych przeszkód, rozumie lęki i paranoje, rzuci raz żartem raz liną w twoją stronę  – to możliwe, że w pracy wykaże się podobnym zrozumieniem, aktywnością, zaangażowaniem i poczuciem humoru. Taki pakiet „must have” na najtrudniejsze projekty i wydarzenia?

IMGP7901

Nadinterpretacja? Nie sądzę.

IMGP7894 IMGP7895IMGP7965 IMGP7933 Nadinterpretacja? Nie sądzę.


GARŚĆ INFORMACJI, czyli apel o to, by organizatorzy wyjazdów integracyjnych nie pomijali w planach parków linowych. I o to, by rodzice, którym wydaje się, że ich dziecko potrafi „za mało” lub „niewystarczająco dobrze” zabrali je do takiego parku. Dziecko Wam pokaże, jak bardzo się mylicie.

  • Każdy z powyżej wymienionych parków linowych (i zapewne każdy inny, którego jeszcze nie odwiedziłam) ma do zaproponowania różne trasy. Dla najmłodszych (zwykle od 3 lat) są te zabezpieczone siatkami, przy których nie jest wymagana uprząż, karabinki i przepinanie się z miejsca na miejsce.
  • Nieco starsze dzieciaki (zwykle pow. 120/135 cm wzrostu) mogą wejść na trasy dla juniorów, przy których już wymagany cały osprzęt (zapewnia go park) i krótkie szkolenie instruktorskie.
  • Istnieją ograniczenia dla korzystających z parków. Na niektóre trasy średnie i wszystkie trudne trudne nie wejdzie dorosły jeśli ma poniżej 150 cm wzrostu, albo waży więcej niż 120 kg.
  • Zabawa w parku linowym kosztuje 20-40 zł./ przejście trasy. Warto zainwestować w jakiś pakiet (2-3 trasy) – o ile ma się czas i energię. Warto też śledzić oferty parków linowych na portalach oferujących zakupy grupowe. Z reguły są bardzo korzystne.
  • Polecam park linowy jako przerwę w drodze do i z wakacji, na i z miejsca delegacji (jakaż to miła przerwa od siedzenia w samochodzie, zupełnie inna od wsuwania hot-doga na stacji benzynowej). Polecam jako sposób na integrację i wysiłek fizyczny, przyjemniejszy od siłowni. Jako pomysł na czas spędzony z dzieckiem i dla dziecka. Dla jego rozwoju fizycznego i dla jego wiary w swoje możliwości. I w Twoje, Drogi Rodzicu, bo…
  • ...park linowy sprzyja cudownym komplementom. Jesteś superbohaterką i błyszczysz jak Supernova usłyszałam z ust Hani po pokonaniu trasy „Maluch” w Parku w Jachrance (później dane mi to było usłyszeć drugi raz, po tym jak próbowałam wyjaśnić skąd w kontakcie bierze się prąd. Wstydzę się swojej opowieści, więc nie pojawi się ona nigdy na blogu). Te słowa, nieadekwatne do osiągnięć, sprawiły, że gdziekolwiek się nie przemieszczamy, sprawdzam na Google Maps jakie parki linowe będziemy mijać po drodze. I robię wiele, by nasze trasy czasami się z nimi zbiegały. Potwierdzi to na pewno pogrążony z tego powodu w rozpaczy mąż.cropped-lina

2 odpowiedzi do artykułu “Stronger together

  1. arek

    dla mnie to było doświadczenie odwrotne, moja córka jest 100x bardziej odważna niż ja. Dalej nie wiem czy to żle czy dobrze

    1. Be. Autor

      Dla córki to chyba dobrze, a Tobie tylko zasugeruję, że z każdą kolejną trasą jest łatwiej;)) Ja póki nie pokonałam najtrudniejszych tras przekonana byłam, że mam lęk wysokości. Tymczasem okazało się, że (jak zawsze) po prostu przesadzałam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *