Odrobinę domu w samochodzie?

O ile samochód jest dla mężczyzny przedłużeniem czegoś, co wymijająco nazwę „pewnością siebie”, to dla kobiet z kolei jest czymś zupełnie innym, często niezrozumiałym przez partnerów – przedłużeniem kosmetyczki i szafy.

car-690275_1280

Kilka lat zajmuje zwykle mężczyznom zrozumienie tego (to znaczy nie reagowanie wybuchami złości), że do kobiety dzwonić należy zawsze dwa razy. Pierwszy raz po to, by znalazła telefon w torebce. Jeśli kobieta jest posiadaczką dwóch telefonów ilość połączeń warto zwiększyć do czterech, zakładając oczywiście scenariusz szczęśliwy, że nie nastąpi sytuacja, w której kilka razy z rzędu wylosuje z czarnej czeluści to samo urządzenie. (Przyznam, że nic nie doprowadza mnie do furii bardziej, jak moment, w którym wyciągam z torebki telefon prywatny w tym czasie, w którym zdesperowany mąż zaczyna już dzwonić na służbowy).

vintage-1950s-887273_1920


Kobieta jest  istotą myślącą, a nie puchem marnym i dużo mniej czasu zajmuje jej zrozumienie tego, że torebka, nawet ta największa nie jest w stanie pomieścić wszystkiego, co niezbędne do codziennego funkcjonowania. W pewnym momencie swojego życia odkrywa więc, że jest w posiadaniu czegoś dużo lepszego i pojemniejszego – samochodu z bagażnikiem.  Od tej chwili relacja kobieta-partner już nigdy nie będzie taka sama. Za każdym razem przy otwieraniu bagażnika w jego towarzystwie zamierać będzie wszystko, a w złowrogiej ciszy kobieta usłyszy tylko wiatr potrząsający gałęziami i wycedzone przez zaciśnięte zęby słowa, które w innych okolicznościach można by uznać za komplement. Jak te słowa mojego męża: Przestało mnie denerwować to twoje przechowywanie wszystkiego w aucie – zaczął mnie intrygować stopień twojej determinacji w osiąganiu coraz lepszych wyników w tym zakresie.

Faktem jest, że mimo starań nie jestem w stanie wskazać jednego momentu, w którym nawyk ten pokonując kolejne etapy w procesie rozwojowym nabrał kształtów i rozmiarów katastrofy. Zaczynało się od butów na zmianę (bo w szpilkach niewygodnie się prowadzi), potem doszły okrycia wierzchnie (w samochodzie jest za ciepło, po wyjściu trochę gorzej), sukienki (w razie gdyby ta, którą mam została ubrudzona w pracy, i kolejna też), jeansy i trampki (jeśli okazałoby się, że strój, który mam na sobie jest zbyt elegancki), mała czarna (jeśli byłby jednak zbyt casualowy), kilka par rajstop (bezdyskusyjnie). Koce, dwa śpiwory i karimata podróżują z nami od urlopu, kiedy to spakowałam je „na wszelki wypadek”. Książki z Biblioteki Śląskiej – odkąd otrzymałam pierwszą informację o przekroczeniu terminu wypożyczenia. Kolejni pasażerowie (torba na fitness i druga – na basen), zadomowiły się w poniedziałek (któryś tam w styczniu), gdy wpadłam na pomysł, ze wybiorę się po pracy poćwiczyć/popływać. Już wtedy wiadomo było, że torby towarzyszyć nam będą codziennie, gdziekolwiek samochodem nie zechcecie się przemieścić, aż do tego wielkiego dnia, w którym mój plan ćwiczeń (a raczej pierwszy jego punkt) się ziści. Kosmetyki to rzecz stała – mój mężczyzna zapewne nie zakodował jeszcze faktu, że od jakiegoś już czasu kupuję w drogeriach i perfumeriach wszystkiego po dwie sztuki, z czego jedna od razu ląduje w podłokietniku. To takie miejsce, w którym przed laty, w czasach „normalności” mąż przechowywał ładowarkę samochodową czy zestaw głośnomówiący.

(to ten moment, w którym zrozumiecie, że i na Demotywatorach można znaleźć odpowiednio zobrazowane prawdy życiowe)

obrazek

Swojej szafy mobilnej absolutnie nie traktuję w kategorii bałaganu, ale swoistego must have z którym nie da się walczyć. Co więcej szafa ta zapełniona po brzegi tak, że jedyne co pozostaje przy zamykaniu bagażnika to dopychanie rzeczy nogą, wcale nie zwiększa poziomu wyrozumiałości względem męża, gdy komunikuję z poczuciem wyższości, iż  „Samochód jest brudny. Najwyższa pora byś coś z tym zrobił”

Miałam nadzieję, że mnie ten problem dotyczyć nie będzie nigdy, ale weekendowa inwentaryzacja bagażnika przeprowadzona komisyjnie wraz z mężem rozwiała wątpliwości na moją niekorzyść. Zakończyła się odnalezieniem butów i uprzęży na ściankę wspinaczkową (nareszcie!), kółka do pływania i kloców Lego córki, dawno nie widzianych czerwonych szpilek, dwóch sukienek, które zdążyłam już opłakać i pożegnać (znaczy kupić nowe). Podczas inwentaryzacji z zaświatów wrócił też perfum (od tego czasu kupiłam już dwa kolejne, będąc pewną, że ten zostawiłam w hotelu w czerwcu ubiegłego roku), ukochana czerwona szminka, którą też już zastąpiłam młodszym modelem i lakier do paznokci, którego termin ważności przypadał na grudzień 2015. Do tego obowiązkowy kubek termiczny (na szczęście pusty). Tęskniłam.

car-762631_1920

Chciałam zamieścić zdjęcie wszystkiego, co odnaleziono tymczasem posługuję się po prostu Pixabay, bo niestety zginął mi aparat fotograficzny, którym mogłabym to uwiecznić.

Szukałam długo i bezskutecznie, a w tym czasie mąż wspiął się na wyżyny złośliwości oznajmiając, że jeśli odnajdzie się nie gdzie indziej, jak w bagażniku, to będzie to wystarczający powód, by z filii przekształcić samochód w siedzibę główną.

Nie przeginaj, mówię do męża próbując wykorzystać ostatnie centymetry sześcienne bagażnika na rolki i ochraniacze. Ale on: nic nie mówi przecież. Tylko wzdycha jak umęczone zwierzę: obyśmy tylko jeszcze my się w tym aucie zmieścili. Jest takim tyranem, że nie tylko każe sprzątać auto, ale i kwituje podróżowanie w mojej ulubionej pozycji  mało sympatycznym hasłem: a co to, nóżki się pani w aucie nie mieszczą?

legs-434918_1280

 

Psssssst!

Tekst napisany został przeze mnie do Magazynu ProfiAuto, w którym to zadebiutowałam kilka tygodni temu. Prawdopodobnie pojawię się tam jako autorka jeszcze nie raz.

magazyn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *