Nowoczesna kobieta ma wybór

pa1

Kiedy kobieta nowoczesna pozbywa się starszego modelu wkracza w trudny (choć ciekawy) etap poszukiwania czegoś „bardziej odpowiedniego”. Ma budżet, wizje i oczekiwania toteż wydaje jej się, że wie czego szuka. Po poprzednich przebojach pod uwagę bierze już nie tylko cenę, wyposażenie czy nieposzlakowaną opinię specjalistów branży. Deklaruje, że jest w tym wieku, posiada takie doświadczenie życiowe, i jest na takim poziomie samoświadomości, że niestraszne jej już porywy i emocje. Ma na uwadze wszystkie poprzednie przeżycia związane z marką.

Byle co ją nie skusi.

Byle czym jeździć nie będzie.

A już na pewno nie autobusami.

Źródło: pixabay.com

Żródło: pixabay.com

The best or nothing. Jest świadoma, że nie musi brać tego, co się trafi. Że poza wątpliwościami ma także wybór. Odwiedza kolejne salony i traktuje propozycje (nawet te nie do odrzucenia) sobie tylko znaną miarą. Kryteria są ruchome i zależą od dnia i nastroju. Kolor to czasami wystarczająco, a czasami za mało, to samo z wyposażeniem. Zwraca uwagę także na sylwetkę, takie mamy czasy. Waha się czy bardziej pociąga ją nowoczesny design czy klasyczne piękno. Niby jest zdecydowana, niby wszystko gra, a tu nagle zmienia zdanie po jeździe testowej. Częściej wie, czego nie chce, niż czego chce.

Czasami z rozpędu zadaje pytania infantylne, z serii słodka idiotka.  Czy zrobi się jej cieplej, kiedy będzie zimno? I żeby tylko… można było liczyć na przyjemny chłód w największym upale. Pytaniami uświadamia, że nawet najwyższa półka poza doznaniami specjalnymi powinna umieć zapewnić absolutne minimum. Motion & Emotion jak najbardziej – pod warunkiem, że wie co to standard.

vintage-1950s-887273_1920

Co jakiś czas robi się trochę poważniej. Sheer driving pleasure to już za mało, więc w trakcie pojawia się arcyważne pytanie, które kiedyś przecież musiało paść: Co z gwarancją? Co z moim bezpieczeństwem? Nowoczesna kobieta chce wiedzieć, jak produkt zachowa się w sytuacji ekstremalnej. Nawet jeśli twierdzi, że nie szuka, to szuka, i to z uporem maniaka każdego, najmniejszego nawet dowodu na to, że ten właśnie wybranek regularnie z wynikiem celującym wychodził ze wszystkich crash testów. Na tym etapie kobieta rzeczywiście głęboko wierzy w to, że właśnie wybiera tego jednego jedynego, który będzie jej towarzyszył prawdopodobnie przez najbliższych kilka lat.  Dopóki nie odmówi posłuszeństwa.

Kobieta nowoczesna lubi mieć wybór, więc nie ogranicza się jedynie do rynku pierwotnego. Jednostka po przejściach czasami zachwyca bardziej od salonowego, wyłuskanego eksponatu, ale kobieta nie chce dać się ponieść emocjom. Od kiedy oferta kupna jest aktywna na rynku? To sprawdza jako pierwsze przeglądając propozycje. Jeśli coś nie znajduje właściciela przez podejrzanie długi czas, to prawdopodobnie coś jest z produktem nie tak. Być może ma ukryte wady, albo co gorsza było bite. Nie wierzy też w Niemca, który płakał jak sprzedawał. Niby taka specjalistka od HR w związku, ale nie wpada na to, że nawet zwykły rachunek prawdopodobieństwa dałby jej odpowiedź na pytanie, czy możliwym jest, by wszystkie propozycje w zasięgu jej wzroku były do niczego. Sobie nie ma nic do zarzucenia. I nie waż się jej wymagań nazywać zachciankami.

Źródło: pixabay.com

Źródło: pixabay.com

Nie byłoby w tych kryteriach i wyborach nic złego, gdyby nie logika. Nie, nie. Nie ta prosta (logiczna) tylko ta pokrętna – kobieca, płynąca meandrami wśród chaszczy. Ta logika właśnie sprawia, że … nawet jeśli kobieta marzy o niemieckiej precyzji, włoskim designie, francuskim luksusie czy hiszpańskim temperamencie, potrafi porzucić wszystkie zasady budując nagle swoją przyszłość z fiatem multiplą czy garbusem z rzęsami.

Jak ta wyglądająca jak milion dolarów blondynka z siłowni, do której chodzę. Ta sama, która na rowerkach opowiada o deadline’ch, masażach lomi lomi i wycieczce dookoła świata, a swoje aspiracje dotyczące mężczyzn zagryza chipsami z jarmuż, po godzinach spędzonych w klimacie samorozwoju, prosto z bieżni (10 km!) wpada w ramiona przedstawiciela, który reprezentuje tak ukryte piękno (tak bardzo głęboko ukryte!), że autentycznie wzrusza mnie myśl, jak bardzo musi być Simply Clever. Ale ona kocha. I ma tak bogate pokłady samozaparcia i odwagi, że z nieskrywaną dumą się publicznie po drogach miejskich (z) tym porusza.

Oszalała i tak będzie przez najbliższe miesiące, dopóki pierwszy etap nie odejdzie w zapomnienie.

Żródło: pixabay.com

Żródło: pixabay.com

Kiedy za jakiś czas spotkam ją znów na siłowni opowie mi krótką historię o tym, jaka to była głupia, wyczerpując limit zdolności kredytowej, aby właśnie ten (nie inny!) model mieć. Teraz (najchętniej w tej sekundzie między cross fitem a kizumbą) wystawiłaby go na allegro, od złotówki. Bez ceny minimalnej. Patrzę i nie wierzę, a ona naprawdę robi to, wznosząc toast za nowe życie, new thinking, new possibilities i go further. Koktajlem z ananasa i pietruszki z nasionami chia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *