30 urodziny. Donoszę, że przeżyłam.

Wszystkich, którzy oczekują epatującego bólem wpisu z okazji moich trzydziestych urodzin  pragnę poinformować, że jestem zawiedziona, iż tego dnia nie wydarzyło się nic spektakularnego.

Obudziłam się 15 minut po północy odkrywając, że mojej twarzy wcale nie zalała starość (tak było w najgorszych wizjach). Wyspałam się, spożyłam w formie ciastek więcej kalorii niż 30-letnia kobieta powinna (według kogo? według tabeli kalorycznej!), co nie sprawiło (o dziwo), że pojawił się cellulit. Nie sprawiło też, że zniknął.

Po pracy spędziłam kilka godzin w towarzystwie 30+ zgodnie stwierdzając, że 30-stka jest lepsza niż 18-stka. Na bardzo wielu płaszczyznach. Do wyciągnięcia takich wniosków niezbędne były drinki o tajemniczym składzie według przepisu koleżanki (również 30-letniej). Nie pachniały Amolem ani kroplami żołądkowymi. Na szczęście.

Mimo sugestywnych porad stylistek i kreatorów wizerunku nadal lekceważę niepokój materii starzejącego się ciała i wszelakie braki kolagenu – decydując się jedynie na sukienki, które kończą się zanim zdążą się na dobre zacząć.

Ku niezadowoleniu mamy – nadal nie jem rosołu i z sernika wydłubuję rodzynki. Wciąż zastanawiam się kim będę, jak dorosnę.

IMG_20150715_195624

Na na domiar złego mój mąż zachowuje się tak, jakby nadal mnie kochał, co prawdopodobnie oznacza, że nie zapowiada się w moim pospolitym życiu matki-żony-pracownika żaden ognisty romans (god damn it!).

Uparcie wierzę, że jedna z ulubionych piosenek mojej mamy jest o mnie.

 

Mieć 30 lat. Serdecznie polecam.

3 odpowiedzi do artykułu “30 urodziny. Donoszę, że przeżyłam.

  1. agni

    Beata, jesteś tą samą fajną i zabawną Beatą, którą poznałam sto lat temu w miasteczku na R.! „Wciąż zastanawiam się kim będę, jak dorosnę” – o mój Boże, a już prawie przestałam się zastanawiać nad tym ja! Ściskam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *