Kilka godzin przed zmierzchem

rossa

To będzie zupełnie inny tekst o Dniu Zmarłych.

Odkąd odszedł tata co roku w okolicach święta zmarłych głównie zajmowałam się hodowlą własnej melancholii. Radząc sobie z wyhodowanym potworem raz lepiej, raz gorzej, nie mogłam pojąć najprostszej prawdy świata. Że dzieci rosną, a rodzice i dziadkowie się starzeją. I że tak już jest.

Mimo, że na co dzień ogarniasz tak wiele spraw, z takim strachem masz problem. Nie wyprzesz myślenia o tym, że ktoś kogo kochasz zniknie i będziesz na świecie sam. Że dom będzie pusty i nie będziesz wiedział, pozbawiony najbliższych, jak zorganizować swoje dni i noce. Nie pozbędziesz się myśli, że choroba to drzemiący u stóp  pies, i czasami nie ma jak przejść obok, żeby go nie zbudzić. Że zaśniesz i rano nie otworzysz oczu. Że po drugiej stronie może coś gorszego od piekła – czyli nic. Brak sensu, absolutne zero. Mimo, że na co dzień ogarniasz prace, prasowanie, sprzątanie i trzy dania na obiad, a wieczorem myślisz o studiach i awansie, to na wieść o śmierci bliskiej osoby i tak zamkniesz drzwi, zgasisz światła, oprzesz głowę o wirującą pralkę i razem z praniem będziesz wirował, wariował i płakał. Z każdą śmiercią. Ukochanego psa, najlepszego na świecie dziadka, czy ojca. Wciąż się będziesz oswajał i oswajał.

Trochę inaczej będzie, jak urodzi się dziecko. Wtedy największe lęki świata wyparte zostaną przez inne. 9 miesięcy myślenia o tym, czy wszystko będzie dobrze. Czy serce, płuca pracują, czy mnie widzi, słyszy, czy czuje. A potem… Żeby tylko nic jej się nie stało w nocy. Żeby w przedszkolu wychowawca jej pilnował. By nie była głodna, smutna, samotna. By nie wyrwała się z dłoni na przejściu dla pieszych. Nie dotykała żelazka, nie przeskakiwała przez płot. Do tego dojdą lęki mniejsze i większe – o problemy ze skórą, mniej i bardziej groźny kaszel, pękający paznokieć i pierwszą wizytę u dentysty. Dziecko to najbardziej skuteczny pomysł na to, by zapomnieć o sobie.

Lęk dzięki dziecku staje się jakiś inny. Nie paraliżujący i nie taki, który uniemożliwiałby oddychanie. Staje się kompanem, czającym się wiecznie z tyłu głowy, już nie jak zło, ale jak Cudaczek-Wyśmiewaczek z mojej ulubionej książki z dzieciństwa (znacie?). Oddychacie w tym samym tempie. I w tym samym tempie wstrzymujecie oddech. On coś szepcze do ucha, podpowiada jak żyć, ale… znasz już sposób na to, by się go pozbyć.

kopia-cudaczek-wysmiewac_19720

3340 gram człowieka może zmienić myślenie nie tylko o życiu, ale i o śmierci. Uświadomiłam to sobie pierwszy raz najbardziej dobitnie rok temu, gdy po zapaleniu znicza na grobie prababci moja (wówczas) trzylatka oznajmiła:

Zapaliłam świeczkę! Kiedy będzie tort?

A drugi raz dzisiaj. W dniu, w którym po raz pierwszy z myślą o Dniu Zmarłych wrzuciłam do koszyka zakupowego sześć zniczy, kwiaty, zapałki i jajko-niespodziankę z Minionkami, a pakując do torebki „muzykę do samochodu” na dzisiejszy wyjazd do Krakowa – zamieniłam Preisnera na Janerkę.

W zdjęciu tytułowym umieściłam wileński cmentarz na Rossie.

Odpowiedź do artykułu “Kilka godzin przed zmierzchem

Odpowiedz na „arekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *