Jak (z nią) pracować, by nie zwariować?

Ostatnie trzy dni spędzone z koleżanką z działu uświadomiły mi, że delegacja to jednak coś więcej niż praca. I nie chodzi wyłącznie o to, że wysypiam się w czasie niej dużo lepiej niż w normalnym trybie w domu.

Delegacja to wyzwanie również na płaszczyźnie komunikacyjnej.  Test oceniający poziom komunikacji interpersonalnej. I test na wytrzymałość.

To naprawdę wyzwanie, kiedy przyjdzie wam spędzić 24 godziny na dobę z koleżanką z pracy, przez trzy dni z rzędu. Trzeba się nieźle natrudzić, by to była najbardziej przyjemna, radosna delegacja ever! Tak, jak na koleżaneczki, przyjaciółeczki przystało. Wystarczy trzymać się kilku zasad.

  • Wymieniajcie się kosmetykami. Kiedy znów nadarzy się taka okazja, by przetestować nowy, zupełnie inny podkład, sprawdzić, czy jej tusz do rzęst jest lepszy niż twój, czy woda toaletowa bardziej trwała, i czy ten nowy peeling do ciała naprawdę ma takie świetne właściwości? Kiedy, jak nie w czasie delegacji, poplotkujecie o lakierach do paznokci i specyfikach na wypadanie włosów. No kiedy?
  • Rozmawiajcie o czym innym niż praca. Niech w centrum rozmowy znajdzie się kuchnia, związki, mężczyźni, seks, złamane serce, albo złamany paznokieć. Przecież nie musicie się kurczowo trzymać tematu pracy. W hotelowej restauracji i w pokoju naprawdę nikt tego nie wymaga.
  • Komplementujcie się! Fajnie jest, będąc kobietą, usłyszeć od innej kobiety, że w tych jeansach wygląda się świetnie, że kolor koszulki idealnie pasuje do twojej karnacji, a buty które niedawno kupiłaś są absolutnie rewelacyjne.
  • Wypijcie wspólnie piwo. Albo wino. Wiecie przecież, jak ciężko spotkać się po pracy. Nie martwcie się o to, co (i czy) współpracownik o tobie pomyśli. Wrzućcie na luz. W momencie, gdy zamieniacie szpilki na klapki naprawdę nie ma się co silić na event-marketingowe teorie i przebłyski rewelacyjnych pomysłów.
  • Porozmawiajcie o swoim dzieciństwie i młodości. O wyborach życiowych, studiach i rodzicach. Bardziej słuchajcie, niż gadajcie. Skupcie się dla odmiany na koleżance. Nie na sobie.
  • Róbcie wspólne zdjęcia – dzięki nim będziecie miały co wspominać.
  • Spróbujcie być dla siebie miłe. Mimo zmęczenia. Rano podczas śniadania i wieczorem przed zaśnięciem. W trakcie eventu zapytajcie, czy nie kupić czegoś w sklepie, nie podać wody. Zaproponujcie plaster na ranę i rękawiczki robocze, aby nie uszkodziła sobie naskórka przy składaniu namiotów. Ćwiczcie wyrozumiałość.

Laughing caucasian girls wearing peeling mask having fun

Właśnie tak (chcę w to wierzyć) wyglądałby nasz ostatni wypad, gdyby nie decyzja Matki Natury, aby akurat w czasie kilkudniowej delegacji nasze PMS-y egzystowały w nieprzerwanej symbiozie.

Tym samym mimo prób przebrnięcia przez te wszystkie powyższe założenia, wyjazd okazał się nieprzerwanym intelektualnym ćwiczeniem polegającym na tym, by nie zginąć w walce na sarkazm i złośliwość. A wiedzcie, że są osoby, w towarzystwie których nie da się odpocząć. Trzeba być czujną i silną. Nawet po piwie. Nawet w nocy.

Jak dzieci! Jak dzieci!

Jedna ukrywa hotelowe hasło do wi-fi, w obawie o to, że internetu nie wystarczy, druga w akcie zemsty na walla wrzuca zdjęcie, na którym sama prezentuje się świetnie, a koleżanka wygląda jak nic – zero, w które się świat zapada. Jedna zakłada nowe jeansy, druga zadaje retoryczne pytanie: masz zamiar tak iść? A jak bonus proponuje, że zrobi pamiątkową fotografię, która stanie się debiutem w Faszyn from Raszyn.

Wieczorne rozmowy nawet jeśli zaczynają się tematem związków, mężczyzn i seksu to… i tak kończą się na analizowaniu błędów podczas poprzedniego eventu. I narzekaniu na to wszystko, na co nigdy nie będzie się miało wpływu.

Im więcej czasu będziecie ze sobą spędzać, tym będzie gorzej.

Za sprawą dwóch PMS-ów prawdopodobnie żadna nie pożyczy tej drugiej ładowarki do telefonu ani prostownicy do włosów. Któraś na pewno sięgnie po coś bez pytania i  usłyszy, że jest sępem. Po wyjściu spod prysznica dowie się, że brodzi w wodzie jak świnia, bo cała łazienka jest zalana, a na koniec wyjazdu nastąpi przeliczenie wszystkich piw i kolacji na mieście najpierw na puste kalorie, a potem na nadprogramowe kilogramy. I licytacja, która zjadła więcej.

Kulminacyjnym punktem wypadu może okazać się moment, w którym „Małpa” szczerze (akurat!) wyrazi ubolewanie nad tym, że ta druga skończyła już 30 lat i dużo trudniej będzie jej wrócić do wymarzonej wagi po takim obżarstwie. A mówić to będzie z miną (wciąż dwudziestoletniej kobiety) pełną dumy. Taką, że „stara” będzie mieć wrażenie, iż sam Bóg obsypuje „młodą”  łaską i brokatem.

Na szczęście, jak to bywa na wojnie, zdarzy się (musi!) moment chwilowego zawieszenia broni. Ta piękna chwila, podczas której nawet puszki Coca-Coli przekonywać będą, że wszystko co złe minęło bezpowrotnie.

v

Zgodnie ze złotą zasadą PMS właśnie wtedy przyjdzie chwila słabości. Pierwsza zacznie płakać bez powodu. Druga skończy scrollować facebooka i zaśmiewać się do łez z głupich obrazków. Zaproponuje tamtej aby usiadła. Zapyta co się stało. A tamta (głupia!) zaufa na tyle, by podzielić się swoim problemem.

I to będzie ten moment, podczas którego przegrywa się walkę na sarkazm kolejny raz, a odegrać się będzie można dopiero przy następnej delegacji.

No co ja ci poradzę, że jesteś gruba, no co?! Przecież cały czas ci doradzam, co powinnaś jeść, a ty nie słuchasz.

(cyt.za: AG)

Nie słucham. Tak mam.

Nie słuchałam też mamy, gdy mówiła mi, że przyjaźń w pracy nie istnieje.

Odpowiedź do artykułu “Jak (z nią) pracować, by nie zwariować?

  1. arek

    chyba w sumie zazdroszczę, ja mogę się tylko nachlać z kolegami z podstawówki, z tymi z późniejszych szkół nie chce mi sie nawet gadać. Szacun

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *