Dlaczego popieram protest nauczycieli?

Moje dziecko dzieli w przedziale 0 do 50. Moja 7,5 – letnia dziewczynka, która jeszcze do niedawna nie umiała sama korzystać z toalety, dzieli i mnoży, uczy się ortografii i opowiada mi kim była Maria Antonina.  Oczywiście jak każdy rodzic, chciałabym wierzyć, że urodziłam mistrza, że jej inteligencja to efekt zmiksowania najlepszych genów, że ma to wszystko po mnie, wraz z charyzmą i wrażliwością.

A potem czytam przyswojony przez dziecko program. Oglądam wypełnione zadania, karty wyników, testy. I schodzę na ziemię. To nie jest wyłącznie nasza zasługa.

september-2727393_1920
Miałam w swoich życiu różnych nauczycieli. Takich „starej daty”, którzy nie rozumieli, o co nam, młodym, chodzi. Takich, którzy wręcz przeciwnie – wiedzieli, że „każda epoka ma swe własne cele”. Młodych, często dopiero co po studiach, którzy przychodzili z głowami pełnymi pomysłów, świeżym spojrzeniem, pozytywnym nastawieniem; i młodych, którzy sami nie wiedzieli po co w ogóle do nas przyszli. Miałam nauczycieli, którzy szczerze nienawidzili swojej pracy, nie tylko z powodu pieniędzy, a z drugiej strony takich, którzy szczerze ją kochali, mimo otrzymywanych za nią pieniędzy.

Takie środowisko jest w każdej firmie. W każdej korporacji. W najmniejszym zespole. Po jednej stronie leniwi minimaliści, po drugiej tytani pracy, pasjonaci, którzy budzą się i zasypiają z myślą o czekających ich nowych wyzwaniach. Są tacy, którzy dla firmy są opoką, wsparciem. I tacy, którzy uważają, że to firma powinna być tym dla nich, nawet jeśli spluwają na nią za plecami. I co najciekawsze – pracują jakimś cudem razem, obok siebie. W każdym takim środowisku popierałabym strajk tych pierwszych. Nie popierała walki o pieniądze tych drugich. W każdym spoglądałabym na czarne, które jest czarne i na białe, które jest białe. Ale nie w temacie szkolnictwa. Tego nam, jako rodzicom, nie wolno.

_02A0011

Chciałabym żyć w świecie, w którym to naturalne, że ci, którzy na to zasługują, zarabiają tyle, ile są warci. Ale są miejsca pracy tak zorganizowane od zarania dziejów, tak traktowane przez rząd, że nie da się w nich oddzielić jednych od drugich, jak ziarna od plew. Tam każdemu należy się taka sama miska. Z tym samym wkładem.

Nie sprywatyzujemy szkół, nie zagłosujemy za podwyżkami wybranych, nie wesprzemy tych, którzy zasługują, z pogardą spoglądając na tych, którzy pomylili się w wyborze zawodu. Z tego powodu większość rodziców patrzy na ten protest z pogardą, której nie odczuwają względem górników, rolników czy pielęgniarek. Mało kto jest myślami z tymi nauczycielami, którzy powinni żyć godnie – bo na to ciężko pracują. Bo często dla naszych dzieci robią dużo więcej niż wymaga tego program nauczania. Zbyt wielu rodziców krzyczy im w twarz, by poszli do „normalnej” pracy, najczęściej reprezentując postawę „typowego polaczka” – ja nie mogę protestować, to ty też tego nie rób; ja nie mam szans na podwyżkę – to ty też o niej zapomnij; ja nie mam odwagi walczyć o swoje – to ty też tego nie próbuj. Wolałbym, abyś nadal był słaby i biedny. Nie daj boże kupisz lepszy samochód od mojego, albo wybudujesz dom. Zajmij się moim dzieckiem za jałmużnę i ciesz się, że masz taką lekką pracę, nie to co ja! moja krzywda jest większa od twojej. moje potrzeby finansowe ważniejsze od twoich. moja potencjalna podwyżka bardziej mi potrzeba, niż tobie. Większość zapomina, że w tym wszystkim nie chodzi o czyjeś pieniądze – ale o nasze dzieci.

Przeraża mnie wylewanie pomyj na głowy nauczycieli w wykonaniu rodziców. Rodziców, którzy chcąc uchodzić za wzór dla swoich dzieci, pokazują im jak wrzucać wszystkich przedstawicieli tej grupy zawodowej do jednego wora.

W wiadrze pełnym syfu znajduje się milion komentarzy. Krytycznych. Generalizujących. Przykrych. Komentarzy nie tylko wypowiadanych w wąskim gronie, ale głośnych, bezpośrednich, także w obecności dzieci. Na placach zabaw, w autobusach, w restauracjach, na ulicy. Ludzi odpowiedzialnych za rozwój swojego dziecka, za jego dumę z osiągnięć, nazywa się nierobami, leniwymi chamami, którzy są wiecznie na urlopach, roszczeniowo nastawionymi nieudacznikami, którzy nie nadają się do żadnej pracy. Taki mamy klimat, w tym pięknym kraju, w którym na każdym kroku wymagamy szanowania naszych dzieci, nie ucząc ich dostatecznie szanowania innych ludzi i ich ciężkiej pracy. W którym płaci się obywatelom za powoływanie dzieci na świat, a nie martwi się tym, kto ich będzie edukował i leczył. W którym co drugi nie oddałby nawet 1/10 swojego 500+ na podwyżkę dla wychowawcy swojego dziecka, a jednocześnie nie dzieli się komentarzami w podobnym tonie, kiedy te same (ba!  większe!) pieniądze trafiają do nierentownych kopalni, do kościoła katolickiego czy kieszeni rodziny, która z płodzenia dzieci czyni źródło dochodu. Jednocześnie ci sami rodzice, którzy mówią nauczycielom „wypad do normalnej pracy!” wciskają dziecku na plecy tornister i zapewniają, że wiedza jest ważna, że warto być sobą, że trzeba walczyć o swoje, być ambitnym, asertywnym, świadomym swojej wartości. Witamy w Polsce. Kraju, w którym nic nigdy nie rozwinęło się tak ekspresowo jak hipokryzja

hanka1
Hania codziennie wychodzi do szkoły uśmiechnięta. Lubi się uczyć (choć nie lubi zadań domowych). Zastanawiam się jak długo w drzwiach sal, do których wbiega po przerwie, spotykać będzie uśmiechniętych nauczycieli, którzy będą jej sprzymierzeńcami i mentorami na tej niełatwej drodze? Wyobrażam sobie, jak któryś z rodziców mówi tym nauczycielom, aby zmienili pracę na etat w korpo. Patrzę na to świadoma sytuacji na rynku pracy i wiem, że właśnie oni, ci najlepsi, najmądrzejsi, najbardziej zaangażowani, poradzą sobie wszędzie. Patrzę przerażona, bo wiem, że ci, których pracodawca nie zechce, zostaną i będą mieli w głębokim poważaniu moje dziecko i tłumaczenie mu w chwilach zwątpienia, że warto się starać i walczyć o własną przyszłość.

Rodzice wizualizują swoje dzieci jako mądrych, świadomych, wykształconych dorosłych. Z dumą chwalą się przed innymi – na tych samych placach zabaw, w tych samych autobusach, restauracjach – osiągnięciami swojego dziecka, do których (bywa i tak) sami nie przyłożyli się w wybitnym stopniu. Żaden z nich głośno nie powie, że nauczyciele w czymś pomogli, na coś zareagowali, pozytywnie wpłynęli na dziecko. Czy tylko ja miałam takie szczęście, że takich nauczycieli czasami spotykałam? Czy tylko mnie wychowano w przeświadczeniu, że nauczycieli należy szanować, że wiedza, którą mają, to skarb, którym chcą się podzielić. Co w swoich domach o nauczycielach słyszą Wasze dzieci?

Zmieńmy temat. Porozmawiajmy o zakłamaniu dorosłych udających troskę o dzieci, a nie o nauczycielskich roszczeniach. Porozmawiajmy o sytuacji, w której Ty także, pracując niekoniecznie w szkole, czułeś się w swojej pracy niedoceniony, potraktowany jak jeden z wielu, mimo, że wykonujesz swoją pracę na zupełnie innym poziomie. Porozmawiajmy o Twoich wyobrażeniach dotyczących przyszłości dziecka. Co zrobisz, jeśli w szkole zabraknie ambitnej, przyjaznej pani Kasi i wesołego pana Mariusza, pani Beatki, która poleca mądre książki, zamiast głupich gazetek. Co zrobisz, zwłaszcza jeśli w tej sytuacji mimo wszystko nie możesz pozwolić sobie na edukację domową, wysokie czesne w prywatnych placówkach szczycących się „wybitnym poziomem nauczania”. Dziś publicznie oburzasz się, że nie masz co zrobić z dzieckiem – z powodu protestu. Że boisz się o przyszłość dziecka i jego egzaminy – z powodu protestu. Że musisz iść do pracy i nie po drodze ci opieka nad córką/synem, w godzinach, które zwyczajowo pociecha spędza w szkole – z powodu protestu. Że nauczyciele życie ci utrudniają. Że musisz kombinować, prosić  rodzinę o pomoc w opiece, odwrócić priorytety.

Dziwne, ze nie martwisz się tym, co będzie jeśli oni nie zaprotestują, pogodzą się z brakiem szans na zmianę, jeśli odpuszczą walkę o siebie – o pozostanie dumnym z tego, że robią to, co robią.  O szacunek dla ich pracy. Wolisz, żeby siedzieli cicho i żeby dzieci, które dziś w domach słyszą o darmozjadach-nauczycielach, za parę lat byli już nastolatkami, spluwającymi na pana od muzyki i panią z biblioteki. Patrząc na tych wyjątkowych i wybitnych z pogardą, wmawiasz pokazujesz dziecku i światu postawę godną pożałowania. Każesz tym, którzy są warci każdej dodatkowej złotówki godzić się z tym, że są chłopcami i dziewczynkami do bicia, których można zastraszać i szantażować. Których nikt nie słucha. Którym można co rok zmieniać zasady gry. Których pracę można deformować co roku, przy każdej zmianie sił w polityce. Pokazujesz dziecku, że w sytuacji podbramkowej – najlepiej nie wychodzić z domu i nie mówić, że jest źle. Że najlepiej siedzieć w kącie.

Popieram protest nauczycieli. Stoję murem za każdym nauczycielem z pasją, który codziennie musi walczyć o to, by pasji nie zabrakło. Być może to nie jest liczne grono. Ale moje dziecko i tego nielicznego bardzo potrzebuje.

Gdy zabraknie tej niewielkiej grupy ludzi otwartych i szczerych, którzy w państwowej szkole, w systemie deformowanym bez ich zgody i za nieadekwatne do zaangażowania pieniądze, wciąż uczą jak myśleć, uwierz mi, że wtedy zostanie TA DRUGA POŁOWA, która lepiej od dziecka i Ciebie wie, CO macie myśleć.  W CO macie wierzyć. Czego się uczyć, a czego nie. Kogo wolno kochać. Do kogo lepiej się nie zbliżać. Kogo akceptować, a kogo odtrącać.

Z kim twoje dziecko spędzać będzie 6-8 godzin dziennie? Jak długo wytrzyma i jaką wiedzę przyswoi? Jakim dorosłym zostanie, jak dorośnie?  O ile (tak naprawdę) dorośnie.

 

2 odpowiedzi do artykułu “Dlaczego popieram protest nauczycieli?

  1. Agnieszka Niesler

    Świetny tekst, ukradłam na facebooka. Dziękuję, jako nauczyciel, za te słowa. Najbardziej mnie boli, że jesteśmy stawiani w kontekście zarobków, które w przeliczeniu na pracę w korpo wydają się uzasadnione. Nikt nie widzi tych godzin, które nie są tablicowe, ale nie to jest najważniejsze.
    Strajkujemy, bo edukacja w Polsce jest coraz trudniejsza i stacza się coraz niżej.
    I nie są winni temu nauczyciele, nie są winni rodzice, nie są winni uczniowie.
    Winien jest system, który zamiast budować silny fundament, potraktował tak ważną sprawę jako łatwy kąsek polityczny – robiąc kolejne reformy, jedna po drugiej coraz bardziej chybione. A kiedy okazało się, że nagle Szkoły powiedziały głośno „dość!”, najłatwiej było zrobić z nauczycieli czarną owcę. Teksty takie jak Pani są bardzo ważne, bo pokazują tę stronę szkolnictwa, której nie widać w Telewizji Propagandowej.

    Trochę ciężko się to czyta, mały kontrast pomiędzy tłem i literami, za szeroka kolumna. Przełączyłam na tryb czytania w przeglądarce, bo ciężko mi było skończyć w normalnym formatowaniu. Pozdrawiam, jest Pani świetna!

    1. Be. Autor

      Ja dziękuję za pracą, którą Pani wykonuje i trzymam kciuki, abyście wytrwali i zaczęli być traktowani w tym kraju jak dobro, a nie… zło (konieczne).
      Co do formatowania – przyznam, że nie ogarniam tematu 😉 Ale jeszcze dziś zaangażuję męża, aby pomógł, poprawił – by czytało się lepiej. Wszystkiego dobrego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *